czytelnia

Maj 1st, 2010 admin Posted in Bez kategorii | Komentarze są wyłączone

Beata Wąsowska - portfolio prof. Janusz A. Włodarczyk prof. Marek Szczepański Starcia, Kocham Tychy

Nie bez Kozyry
Więcej >>


Wiesław Sterniczuk Genowefa Jakubowska-Fiałkowska Józef Krupiński Marta Fox - Święta Rito od rzeczy niemożliwych

AddThis Social Bookmark Button

V. Lata 80. Po równi pochyłej, z góry w dół

Październik 15th, 2009 admin Posted in ARCHINOTATNIK - Tychy | Komentarze są wyłączone

V. Lata 80. Po równi pochyłej, z góry w dół

Pierwszy rok nowej dekady, podobnie, jak miało to miejsce w przypadku poprzedniej, przyniósł zmianę tempa i charakteru działań w realizacji miasta stosownie do politycznych zmian w kraju. W stosunku do sytuacji sprzed lat dziesięciu nie była to już tylko zmiana kosmetyczna, kolejna wymiana ekipy rządzącej. Wystąpiły symptomy obsuwania się fundamentów wielkiej budowli, zdawało się – wiecznie trwałej budowli totalitarnego ustroju zwanego socjalizmem? komunizmem? A może quasi-socjalistycznego totalitaryzmu, czyli socjalitaryzmu – po prostu. Read the rest of this entry »

AddThis Social Bookmark Button

VI. Lata 90. i Nowy Wiek. Życie toczy się dalej. Próba podsumowania

Październik 15th, 2009 admin Posted in ARCHINOTATNIK - Tychy | Komentarze są wyłączone

VI. Lata 90. i Nowy Wiek. Życie toczy się dalej. Próba podsumowania

Nieprzerwanych trzydzieści lat pracy przy realizacji nowego, od zera tworzonego miasta, od początku do zakończenia – a coś takiego się przecież w moim przypadku dokonało – to dla architekta przygoda nie lada. Z perspektywy tych lat, plus jeszcze kolejnych dwudziestu, kiedy to już przyglądałem się mu z innego już punktu patrzenia, już nie od strony architektonicznego warsztatu praktyki, lecz od teorii: myślenia, pisania i dydaktyki, wszystko to razem wzięte daje kompleksowy obraz zjawiska, jakim jest architektura.

Read the rest of this entry »

AddThis Social Bookmark Button

Józef Krupiński – wiersze

Czerwiec 6th, 2008 admin Posted in wierszem | Komentarze są wyłączone


Józef Krupiński biografia
Wybór wierszy z pośmiertnego wydania: Józef Krupiński „Wiersze wybrane”
(Instytut Wydawniczy Świadectwo Bydgoszcz 1999)

  1. Pełnią świecisz we mnie
  2. Egzorcyzm I
  3. Smutek
  4. Wrony nad polem
  5. Gala
  6. Dojrzewanie
  7. Pamięci matki
  8. * * *
  9. Jak bochen chleba
  10. Wyjące psy
  11. * * *
  12. * * *
  13. Imiona
  14. Złoto
  15. Mój węgiel
  16. Wigilia węglowego stołu
  17. Który jesteś pośród sosen
  18. Na twoim oceanie
  19. Pękanie drzew ojczystych
  20. Pejzaże
  21. Zaprowadź do baśni
  22. Sypialnia
  23. Grota
  24. Skrzydlaty koń ze mną do gwiazd

Pełnią świecisz we mnie

Twoje oczy
zapaliły przede mną morze
pełne ciebie
i nim sieć
wykrzesałem z iskier
w połów na Syrenę
zniknęły w nurcie.

Z dalekiej ciszy
świecisz we mnie
głębinami.

Z lodu północnego
nieobecność gasisz
pełnią
w opuszczonym porcie.

powrót

Egzorcyzm I

Wyjdź z krtani
płuc i mózgu
bo tylko tam jesteś mocno
i nie ma ciebie nigdzie.

Wyjdź ze skóry i włosów
bo tylko tam jesteś pełno
i nie ma ciebie nigdzie.

Jeśli nie możesz
jak pełnia dla mnie być
to wyjdź
abym mógł jak inni ludzie
w nocy
na szczycie
zapalać światło.

Smutek

Odeszłaś daleko
od tajemnic
a ja popłynę na wyspę
z okaleczonym skrzydłem
bez ciebie
przez lodowiec
i chociaż jacht zbudowałem
własny
z wiarą na maszcie nową
to jednak smutek
we mnie tkwi
uderzeniem pulsów
żagli.

powrót

Wrony nad polem

Nocy nie odwołam słońcu
kąkoli zbożom.

Nie zdołam spłoszyć wron
z pola pszenicy
przejść
żelaza semaforów
w okolice
gdzie ptaki rozjątrzone
skrzydła w nadziei
rozwiały szeroko.

I lotu nie odwołam
dla nowiu.

powrót

Gala

Na pożegnanie lata
z ciała twojego
nazbieram soli dla przetrwania
i zarzewiem z twoich oczu
latarnię rozniecę
w morzu.
Posieję w pamięć
piaski
w których
ożywialiśmy stopy.

I zaowocujesz
jak ze zbiorów wskrzeszone
ziarno.

powrót

Dojrzewanie

Gdybyś dojrzewaniem
białodrzewów
potrafiła mówić do mnie
dosłyszałbym znak słońca
i pola czas wschodu.

Pocałunkiem macierzanek
noce gdybyś zapalała rozbłyskami
wyśniłbym morze dla nas
w śladach
których nie zaprószył wiatr.

Przy drogach krzywych
wichry mdlałyby w drzewach
strzegących traw
przed świtem
i kielichy kwiatów co dnia
pełniłybyw bieli.

Zapadalibyśmy w wieczór
jak gwiazdy powoli
gdybyś kiełkami roślin
budziła się w polu
ze mną.

powrót

Pamięci matki

Dopala się ogień
i trzeba odejść.
Odleciały ptaki
i nie ma powrotu.
Patrz
jak cicho
umiera drzewo
w samo południe przemocy.

Nim żagiel domu odleci
wypiję strawę ojczystą.
nim brzegom łódkę przywołam
zapalę gwiazdę podróży.

I nie ustaną rzeki
i nie zagubią się lądy
i nie rozbiegną stada
i nie umilkną echa.

A promień
chwili świetlanej
trafi do nas
choć przed zachodem.

I o ramiona
słów twoich się oprę
jak o drzewo przydrożne
i jak drzewa zostanę.

powrót

* * *

W czerni
stałem się
prawie ślepcem
i barwy
tłumaczę językiem roślin.Niektóre skały
mają kolor żyta w dojrzewaniu
niektóre
są jak pszenica i jęczmienie.

Wiele minerałów pod ziemią
jest jak piernik
w miasteczku kujawskim
na odpuście matki.

powrót

Jak bochen chleba

Węgiel
twoim znakiem napoczynam
jak bochen chleba.

Mimo niepewności jutra
z powodu zatruć
uduszeń
i śmierci w płomieniach
mimo niepewności
z powodu ociosów i stropu
mam nadzieję
że wrócę niepokaleczony
do kwiatów u góry
jak rybak
z udanego połowu.

powrót

Węgiel

tobie oddaję w opiekę
w śladach gałązek i liści
i w stałej groźbie kataklizmów.

Wyjące psy

Czasami
słychać wycie psa
między hałasami podziemnych maszyn.

Jeżeli wytężysz uwagę
to psa płakanie
jest tak wyraźnie jakby przed śmiercią.

Węgiel wtedy w poziomych pasemkach
zbiorowym nekrologiem.

* * *

Na ostatnich obrotach
maszyny
z węglem na grzbiecie
jakby kołowrotek nawijał przędzę.

Przy świetle naftowym
pijemy zbożową z mlekiem
i pszenny placek
w izbie wnęki podziemnej.

Na ostatnich obrotach
powycierane łożyska
opowiadają węglowi
o zatopionym weselu
śpieszącym
po słabej fali
zlodowaciałej rzeki.

powrót

* * *

Całe lato
spędzam pod zawałem
w skałach
ułożonych w kształt książek
przewróconej biblioteki.Po bokach Piekło i Czyściec
we fragmentach
bezładnie rozrzuconych kart
łupku.

Nad głową
między gwiazdami pirytów
na węglu czytam drogę do Raju
Dantego.

Imiona

Twoim imieniem
ponazywałem drogi
którymi ze mną szłaś
na nocną zmianę.

Twoje imię
noszą wszystkie drzewa
węgiel
piaskowiec i morze.

Nieobecna
w stropach chodzisz mi nad głową
i w spągu pod stopami
i żaden głos mój
nie może cię przywołać z paroci.

powrót

Złoto

Jest we mnie złoto
w przerostach dzikiej skały
i klarowniejsze niż wino
chociaż tyle zawiesin
błyszczy tak samo.

Pomóż
linię podziału znaleźć
abym
szedł ze światów minerałów
gdy wieczór już blisko.

Mój węgiel

Gdyby sen i letarg
a nie węgla skiby
bez oczu twoich
w czerni.

Gdyby sen i letarg
a nie szukać i szukać
ciebie w pokładach
gdy u góry
wśród motyli ludzie.

Gdyby w pokładach
była pełnia
gdybyś ty
w słońcu i węglu
wszystka.

powrót

Wigilia węglowego stołu

Niekiedy
gdy zupełnie zgaśnie
podziemna lampa
rybacy
zapraszają mnie
abym boso wszedł
w jedyną
oświetloną ścieżkę
podziemnej rzeki
po lustrze wody
w podróż
do rybackiej przystani
na wieczerzę polską.

Przy płótnie
zapalonych świec
stołu-węgla
dzielą ze mną ryby i owoce.

Który jesteś pośród sosen

Ojcze nasz
który jesteś u góry pośród sosen
i na dole
wśród wycinania korzeni.

Doradź
jak mdlejącymi dłońmi
podtrzymać strop pod Twoimi ogrodami.

Czuwaj nade mną abym przez zaniedbanie
nieostrożność
czy chwilową nieuwagę
nie spowodował zburzenia
Twojej
podziemnej świątyni.

powrót

Na twoim oceanie

Począłem rzeźbić
krzyżową drogę
w powierzonej mi skale.

Panie wysokości
i Panie dolin
weź w dłoń
tę moją ziemi część
na której teraz
w błocie stoję
i z minerałami połóż
jako
niepodległą
wyspę
na Twoim Oceanie.

Pękanie drzew ojczystych

Mój węgiel
jest ciemnością
z widokiem sowy
wróżącej
na gałęzi księżyca.

W pękaniu węgla
słyszę pękanie drzew
widzę matkę ze świecą
idącą po wodzie jeziora.

powrót

Pejzaże

Pokłady wszystkie
w ławicach węgla
i ster nad prądami
oddałbym pani.

A jeśli jeszcze len
jeśli na łąkach płótno
bielą gdzieś
kujawskie kobiety
to dla pani i ten pejzaż
maluję na węglu
nocą.

Zaprowadź do baśni

Błądzę za tobą
w ciemnościach tak wielkich
jak wątpliwość pokoleń
odkrywców.

Jeżeli jesteś
w wygasłych liściach
planktonu
odezwij się w kopalni
jasnością
otworzonej stronicy.

Jeżeli więc jesteś
w uśpionych gałęziach
liliowca
zaprowadź
do baśni z tysiąca
w melodii

obudzonej skamieliny.

Sypialnia

Tychy
śpią spokojnie
jak dębina lasów.

Jeden
mizerniutki diabeł
zdoła upilnować
prawie całe miasto.

powrót

Grota

Węgiel
w znakach pirytu
odzywa się często kaczeńcami
które kiedyś
zrywałem na wodach wiosen
dla krzyży przydrożnych
i kapliczek Maryi Panny.

Wyrwa nad ociosem
jest jak grota Matki wszystkich ludzi
ze źródłem najczystszej wody
dla spragnionych w węglu.

Skrzydlaty koń ze mną do gwiazd

Kiedy będę odchodził
przynieście
bez płomienia świecę
abym ją zapalił
iskierką
słabnącej aorty.

Podczas ubywania wosków
podajcie listek chleba
i na drogę łyk wina.

Prześlijcie pożegnanie
minerałowi z dodatkiem złota
w jeszcze nie dotkniętym pokładzie.

Nie zapomniejcie powiedzieć
aby zachowali
znalezione przeze mnie kiedyś
na skale odciśnięte słowa
i kierunkowe znaki.

Podczas ubywania ze mnie światła
chleba podajcie mi listek
i wina jeden łyk
abym dosiadł
skrzydlatego konia
który dawniej
pod ziemię wiernie
i teraz
ze mną do gwiazd.

powrót

AddThis Social Bookmark Button

Genowefa Jakubowska-Fijałkowska, wiersze

Czerwiec 6th, 2008 admin Posted in wierszem | Komentarze są wyłączone

Genowefa Jakubowska – Fijałkowska

* * *

kiedy mężczyzna śpi
kobieta
wydziobuje gwiazdy
z jego ramion

zdejmuje z okna
księżyc

rozbiera się w nim

coraz bardziej
naga
samotnie
oddycha

* * *

nic nie rozumiem

to samo przedwiośnie
śniegi topnieją

a ja mam coraz bardziej
otwarte usta

* * *

schizofreniczki
wariują
w maju

zdejmują
nocne koszule

biegną
na łąki

czekają
na sianokosy

* * *

blada noc
z księżycem
i gwiazdą

kicz na niebie

bezdomne psy
mają w oczach
strach
i Drogę Mleczną

w mieście bezsenność
pękają magnolie

śmierć
jest samotną kobietą
nad ranem
podlewa
sztuczne pelargonie
w oknie

* * *

wyglądała tak
jakby rozumiała

postawił na stole
brudne kieliszki
i sałatkę z zielonych pomidorów

mówił o poezji
jak o orgazmach
ona ciągle miała
w udach zmkniętą różę

w kuchni przypalała się wołowina
na brudnym oknie leżało
sześć promieni słońca

kobieta i mężczyzna w mieście

a mogli zostać
w gaju oliwnym
czekała wieczorami
w ręcznikiem frotte
aż wykrwawi wiersze

* * *

noc ma zapach
suszonych śliwek

za ścianą
mężczyzna
bije kobietę

ona zostaje
i gwiazdy
leżą w niej
cicho

mężczyzna
bije kobietę
w której jest

* * *

jest coraz gorzej

wyrywa sobie
pojedynczo włosy

odrasta
niebieski puch

i tak co roku
na wiosnę

cicho ptaku

powyrywa ci pióra
wariatka

* * *

dobre umieranie
w maju

śmierć
może mieć zapach
bzów

zaśniesz

ziemia
czarna poganka

wepnie w uszy
srebrne koronki
z twoich zębów

* * *

masz
święty spokój

umarł

jak przeżyjesz wiosnę

gdy z ust
będzie wyrastać
róża

* * *

byłam
daleko boso

wysoko
w dziewannach i fasoli

teraz
twarzą do ściany

strzel mi
w tył głowy

* * *

pod koniec listopada
rosną mi włosy

słońce zachodzi
na kolanach

czerwony
ból głowy

a jeźdźcy
ciągle dosiadają
niebo

na mojej szyi
skorpion
zostawia znaki
pożądania

* * *

na skórze

czuły
nóż

mężczyzna
nie mówi

o miłości

sama
robisz sobie

cięcie

od gardła
do ud

* * *

pianistka

wkłada
matce

w usta
łyżkę

ciasno
od tej miłości

matka

czy fortepian

* * *

bądź
przygotowany

obcinaj w nogach
paznokcie

módl się
na przestrzał

przyjdzie
śmierć

piękna

jak oczy koni

* * *

idziesz
za trumną

czarna wdowa

w kondukcie
nerwowo dopala
papierosa

ten drugi

* * *

ojciec

w górze
od piżamy

w mokrym
pampersie

nie dajesz
rady

odpędzasz
anioły

nocami

przysypiasz
nad ranem

i śni ci się

albański czołg

powrót

AddThis Social Bookmark Button