V. Lata 80. Po równi pochyłej, z góry w dół

Październik 15th, 2009 admin Posted in ARCHINOTATNIK - Tychy Komentarze są wyłączone

V. Lata 80. Po równi pochyłej, z góry w dół

Pierwszy rok nowej dekady, podobnie, jak miało to miejsce w przypadku poprzedniej, przyniósł zmianę tempa i charakteru działań w realizacji miasta stosownie do politycznych zmian w kraju. W stosunku do sytuacji sprzed lat dziesięciu nie była to już tylko zmiana kosmetyczna, kolejna wymiana ekipy rządzącej. Wystąpiły symptomy obsuwania się fundamentów wielkiej budowli, zdawało się – wiecznie trwałej budowli totalitarnego ustroju zwanego socjalizmem? komunizmem? A może quasi-socjalistycznego totalitaryzmu, czyli socjalitaryzmu – po prostu. Read the rest of this entry »

AddThis Social Bookmark Button

VI. Lata 90. i Nowy Wiek. Życie toczy się dalej. Próba podsumowania

Październik 15th, 2009 admin Posted in ARCHINOTATNIK - Tychy Komentarze są wyłączone

VI. Lata 90. i Nowy Wiek. Życie toczy się dalej. Próba podsumowania

Nieprzerwanych trzydzieści lat pracy przy realizacji nowego, od zera tworzonego miasta, od początku do zakończenia – a coś takiego się przecież w moim przypadku dokonało – to dla architekta przygoda nie lada. Z perspektywy tych lat, plus jeszcze kolejnych dwudziestu, kiedy to już przyglądałem się mu z innego już punktu patrzenia, już nie od strony architektonicznego warsztatu praktyki, lecz od teorii: myślenia, pisania i dydaktyki, wszystko to razem wzięte daje kompleksowy obraz zjawiska, jakim jest architektura.

Read the rest of this entry »

AddThis Social Bookmark Button

I. Idee i mity

Luty 20th, 2008 admin Posted in ARCHINOTATNIK - Tychy Komentarze są wyłączone

Read the rest of this entry »

AddThis Social Bookmark Button

2. Początki, lata 50. Modernizm utracony, modernizm odzyskany

Luty 20th, 2008 admin Posted in ARCHINOTATNIK - Tychy Komentarze są wyłączone

prof. Janusz A. Włodarczyk
wprowadzenie
ARCHINOTATNIK – spis
ARCHINOTATNIK – TYCHY – spis
reportaż ze spotkania z autorem w Muzeum Miejskim
link bezpośredni: www.kocham.tychy.pl/archinotatnik

II. Początki, lata 50. Modernizm utracony, modernizm odzyskany i – coś (czyli soc) pomiędzy

1.	Logo miasta z 2002 roku, w 50 rocznicę zaistnienia, proj.

Skoro nasze kolejne spotkania z Tychami ( początkowo z Nowymi Tychami i ich historią, warto bowiem pamiętać, iż Tychy istniały wieki wcześniej – browar Książęcy wzmiankowano w roku 1613 – a nazwa Nowe Tychy, jako propagandowa, trwała za socjalizmu na tyle długo, by zaznaczyć nowe, a później ulec wyciszeniu) traktujemy jako coś na kształt „powieści w odcinkach”, powstających wszak w pewnej odległości czasowej, będę stosował metodę łącznika, zahaczając jeden rozdział o drugi, celem lepszej klarowności wywodu. Czynnik odcinkowy wymuszać może też niekiedy niewielkie powtórki w tekście, myśli zaistniałych we wprowadzeniu i w Ideach (rozdział I). Unikam tego, ale nie zawsze się da powtórzenia uniknąć. W niniejszym, II rozdziale zaczynamy na dobre snuć wątek o tworzeniu miasta, jak przystało na jego tytuł, pamiętając jednak zawsze o historycznym tle, nic się bowiem nie dzieje ot tak, bez przyczyny.

Niedobry czas dla polskiej architektury pierwszej połowy lat 50., jak dla sztuki w ogóle, znany pod nazwą socrealizmu (socjalistycznego realizmu), charakteryzował się, stosownie do ówczesnej nowo-mowy stylem narodowym w formie, socjalistycznym w treści, zgodnie z zasadą: Panu Bogu świeczkę i diabłu ogarek, dwa w jednym, naród i soc. Jako idea zaistniał we wschodnim systemie totalitarnym, podszywającym się pod utopijne idee komunizmu/socjalizmu, musiała się ona, idea, odróżniać od zachodnich idei modernistycznych – i demokratycznych, ubrano więc ją w eklektyczny kostium, czerpiący z antyku, tworząc architektoniczny, dziwny melanż elementów rodzimych/ludowych z uniwersalną stylistyką wygasającej tradycji tegoż antyku, będącej w wyraźnej sprzeczności z technicznymi osiągnięciami architektury i z ideą nowoczesnego świata kultury, a przy tym, aby było śmieszniej, w przypadku warszawskiego Pałacu Kultury wykazujący wielkie podobieństwo do nowojorskich wieżowców końca XIX wieku. Był nadbudową Systemu (znów marksistowska nowo-mowa nauki/filozofii Marksa) stalinizmu i ze śmiercią jego twórcy (1953) się zakończył, poślizgowo jeszcze circa dwa lata dogorywając

Szkicowy plan zagospodarowania powiatu tyskiego, 1960

Początki modernizmu, czy inaczej, nowoczesności w architekturze to lata 20. XX wieku, w latach 30. rozkwitającej, by na czas II światowej wojny, w świecie zachodnim, przyhamować. Inaczej sprawy potoczyły się w Polsce i innych krajach Europy wschodniej, odciętych od reszty żelazną kurtyną, musieliśmy na modernizm jeszcze te dziesięć lat czekać. Tu można powiedzieć, iż w czasach PRL-u czasem najlepszym dla architektury były lata 1946-1949 i 1955-1960. Potem przyszły lata chude: typizacja, fetysz prefabrykacji, kiedy architekturę zdominowało kiepskie wykonawstwo, preferencja ilości i bylejakości w stosunku do jakości; nastąpiło zdeprecjonowanie architektury jako sztuki, towarzyszące staczaniu się gospodarki po równi pochyłej, aż po stan zapaści lat 80. W takim to kontekście miasto Nowe Tychy miało nieco szczęścia: relatywnie dobry start – apogeum socrealizmu go ominęło, w tymże stylu zbudowano tylko osiedle „A”, dziś wspominane nostalgicznie, jawiąc się wówczas symbolem eklektycznego uniformizmu, dalsze osiedla powstawały już w duchu nurtu modernistycznego, lepiej czy gorzej, ze wszystkimi konsekwencjami mankamentów ustroju, zgodnie z planem, w miarę harmonijnie do końca lat 70. Potem już było gorzej, aż po rok 1989, a po nim – w czasie już nam bliskim; dojdziemy do niego z końcem opowieści. Na razie – wróćmy do początków.

Jest więc rok 1950, decyzja rządu o powstaniu miasta, Górny Śląsk, niewielkie miasto, rzędu 10 tysięcy mieszkańców, tradycje piwowarskie, książęta pszczyńscy, zniemczeni, czy lepiej: śląscy piastowicze, dobra tradycja. Górny Śląsk funkcjonował w PRL-u, na tle reszty kraju, na nieco odrębnych warunkach. Miał nieco więcej swobody, quasi-autonomii, górnictwo było wtedy gospodarczym atutem socjalistycznego państwa, było przez nie hołubione. To, co nie zawsze było możliwe poza Śląskiem, tu możliwe bywało. Dzięki temu niejako, co ujawnimy w trakcie naszych rozważań, Tychy miały więcej swobody, gdy chodzi o realia przestrzenne czy bliżej – architektoniczne.

Szkicowy plan zagospodarowania powiatu tyskiego, 1960

I wreszcie pierwsze konkrety. Za początek powstania miasta uznać można uchwalenie przez Prezydium Rządu planu regionalnego i podjęcie konkursu na plan miasta oraz niemal równolegle, w roku 1951, rozpoczęcie realizacji osiedla „A”. Miasto: Nowe Tychy – w odróżnieniu od starych Tychów – tak bowiem w mowie potocznej, nieoficjalnie, stara tkanka miejska była nazywana. Pozostała ona na uboczu, odwrócono się do niej plecami pozostawiając jakby na marginesie; integracja nowego ze starym miała nastąpić z czasem.

Do konkursu na projekt nowego miasta zaproszono cztery zespoły wybitnych architektów-urbanistów i z czterech prac wyłoniono dzieło profesorów Hanny Adamczewskiej (później Wejchertowej) i Kazimierza Wejcherta z Wydziału Architektury Politechniki Warszawskiej. Zatwierdzony realizowany i szybko potem plan zapowiadał powstanie miasta pár excellence modernistycznego, opierającego się na przesłankach i wzorcach prezentowanych przez ruch nowoczesny, wyartykułowanych w Karcie Ateńskiej, podstawowym dokumencie modernizmu w architekturze. Główne cechy jego podstawowych funkcji życiowych stanowiły, w porównaniu z chaosem miast kapitalistycznych ery przemysłowej wieku XVIII i XIX, upraszczając problem, wydzielone strefy: mieszkania, pracy i wypoczynku. Etykieta miasta socjalistycznego, która do Tychów już na wejściu przylgnęła, była więc bezsensownym frazesem o charakterze ideologicznym określonego rodowodu pseudo-socjalistycznego totalitaryzmu: czyż można było się przyznawać do zapożyczeń z modernistycznej ideologii zgniłego Zachodu?

Plan oferował niezwykle przejrzysty układ; jego cechy charakterystyczne stały się jego elementami krystalizującymi, istotnego czynnika teorii profesora Wejcherta. Na marginesie warto zauważyć, iż prostota planu dała się łatwo ująć w graficzny symbol powstałego wiele lat później logo miasta Tychy. To o czymś świadczy.

Trzon kompozycji układu miasta to dwie krzyżujące się osie: północ-południe – zielony szew organizmu miejskiego i wschód-zachód – średnicowa linia kolejowa. Dla ścisłości: teoretyczna oś, pionowa, ze względów topograficznych uległa lekkiemu odchyleniu strzałki tzw. róży wiatrów o kilka stopni w kierunku wschodnim, dając w konsekwencji korzystniejsze oświetlenia budynków (ale to już szczegóły). Przecięcie osi jest środkiem układu i, tym samym, środkiem miasta, a także czworoboku centralnych osiedli śródmiejskich, o bokach liczących 1 kilometr. Linia kolejowa dzieli miasto na dwie w miarę równe części: północną i południową. Na każdą z nich składają się osiedla mieszkaniowe, funkcjonujące niejako w sposób autonomiczny, dzięki handlowo-usługowym centrom osiedlowym i podstawowym usługom, czyli przedszkolu, szkole podstawowej z salą gimnastyczną – z zasady, ośrodkowi zdrowia, przestrzeni rekreacyjno-sportowej; dla 2-3-4 jednostek przewidywano żłobek, punkt pocztowy i ewentualne inne. Ówczesny plan nie uwzględniał obiektów kultu religijnego, z czasem jednak, sukcesywnie, realizowano kościoły odpowiednio do zapotrzebowania społecznego, dość elastyczny i rozluźniony plan pozwalał na uzupełnienia przez obiekty nie przewidywane a priori. Pierwszy nowy kościół powstał jakby wyprzedzająco w miejscu wiele lat później zaistniałego osiedla Honorata w południowej części miasta, w latach 70.

Szew zielony stanowi obecny w planie Park Północny włączający dawne stawy, wiązany przewężeniem ulicznej zieleni bulwaru pieszego i jezdnego z jeziorem Paprocańskim, znajdującym się w południowej części miasta i areałem leśnym lasów kobiórskich, rozciągających się w kierunku południowym, w stronę Pszczyny.
Tychy, Stawy Parku Północnego, Foto. Janusz A. Włodarczyk,1995 Tychy, Stawy Parku Północnego, Foto. Janusz A. Włodarczyk © 1995

Nad wykopem linii średnicowej, na długości jej śródmiejskiego kilometrowego odcinka, plan przewidywał centrum administacyjno-handlowo-kulturalne miasta wraz z dworcem kolejowym, (na projekt którego rozpisano konkurs SARP). Wspomniany szew zielony, w południowej części miasta nie stał się, aż po dziś dzień, czytelny w związku z zaniechaniem budowy tegoż centrum. Na obrzeżach miasta, w częściach wschodniej i północno-zachodniej zlokalizowano tereny przemysłowo-składowe. Plan uwzględniał także miejsce dla zespołu wyższych uczelni jako czynnika ożywiającego miasto i elementu miastotwórczego dla nowego organizmu miejskiego.

Tychy, Plan ogólny zagospodarowania terenu, 1954

Mamy więc do czynienia z modernistycznym modelem miejskim, w pełni samowystarczalnym. W świetle tego teoria, czy lepiej – bezpodstawne insynuacje co do rzekomo sypialnianego charakteru miasta często celowo przyklejane do jego idei, bezmyślnie powielane bez rozeznania problemu, (o czym wcześniej już napomknąłem), są bezpodstawne. Mówi o tym sam plan miasta jako treść konkursowego projektu, jednak, aby postawić kropkę nad i, przytoczmy istotny dla sprawy fragment tekstu dokumentu:„Na polecenie wiceministra Żakowskiego Centralny Zarząd Biur projektowych Budownictwa Miejskiego powołał komisję rzeczoznawców urbanistycznych… komisja przygotowała opinię” z której „warto wynotować… uwagi: ” Źródło: H. Adamczewska-Wejchert, K. Wejchert. Jak powstawało miasto. Pergamon, Tychy 1995, tom 1, s. 43.

Budowa miasta ruszyła. W owych czasach działano szybko i profesjonalnie, jeszcze, później było już gorzej i gorzej. Przypomnijmy błyskawiczne działania inwestycyjne Polski międzywojennej: Gdynia – od zera nowe miasto (1921-1939), COP – Centralny Ośrodek Przemysłowy – aktywizowanie Polski środkowej, tradycyjnie rolniczej, Wystawa/Targi w Poznaniu na międzynarodową skalę (1928-1930), FIS w Zakopanem (1938) – gwałtowny rozwój sportów zimowych: architekturę wielkiej skali realizowano z dnia na dzień, sensownie, a wszystko to w trudnym bardzo scalaniu społeczności trzech zaborów po 123 latach zapaści i nieistnienia. Ślady takich działań obserwować mogliśmy tuż po wojnie: warszawska trasa W-Z, w tamtych latach ewenement ideowy i techniczny (1949),w tym samym czasie ratowanie obsuwającej się skarpy warszawskiej z kościołem św. Anny czy przesuwanie warszawskich obiektów: kościoła na Lesznie i pałacu na Osi Saskiej w inne miejsca. W pięć lat po zniszczeniach wojennych, duchowych i materialnych, mentalność ludzi, i inżyniera, i robotnika nie uległa jeszcze destrukcji i mimo narzuconej władzy społeczeństwo było jeszcze odpowiedzialne, bylejakość jeszcze nie stała się normą.

Tychy, Plac Baczyńskiego, osiedle B, budynek „Pod Wieżyczkami”, Foto. Janusz A. Włodarczyk © 2008 Tychy, zabudowa mieszkaniowa osiedla B, ul. Bohaterów Warszawy, Foto. Janusz A. Włodarczyk ©  2008

Pierwsze lata rozruchu budowy były trudne, to oczywistość. Dopóki nie rozpoczęto działań in situ, w Tychach, koordynacja ich była utrudniona. Programowanie i pierwsze projekty realizacyjne osiedli i kompleksowe projekty architektury przygotowywano w Warszawie w biurze projektów (Miastoprojekt) ZOR (Zakład Osiedli Robotniczych), częściowo w pracowni NMT Gliwice (osiedle „A”). W połowie lat 50. powstał w Tychach prowizoryczny budynek, barak po prostu, o szumnej nazwie „biurowiec przy stadionie”, mieszczący siedziby dwóch uczestników takoż szumnie brzmiącego „procesu inwestycyjnego”, czyli inwestora zastępczego, DBORU’u – Dyrekcji Budowy Osiedli Robotniczych i projektanta, czyli Miastoprojektu Nowe Tychy; trzeci uczestnik, wykonawca, czyli TPBM – Tyskie Przedsiębiorstwo Budownictwa Miejskiego, przedsiębiorstwo o znacznie liczebniejszej kadrze znalazł się był w większej relatywnie prowizorycznej zabudowie. Mimo prymitywnych warunków fakt możliwości bezpośredniego kontaktu z budową stawiał jej organizację na znacznie wyższym poziomie. Nieoceniona wprost stała się szansa doraźnego nadzorowania realizacji miasta przez inwestora i projektanta, realizowanego przez wykonawcę. Budowa ruszyła pełną parą. Projekty z deski architektów i projektantów branżowych trafiały wprost do rąk budowniczych. Codzienna możliwość obserwacji i materializacji własnych dokonań projektowych była dla architekta – i nie tylko dla niego, choć inaczej – wielką satysfakcją i dobrą lekcją architektury.

O szybkości powstawania miasta niech zaświadczy liczba 50 tysięcy jego mieszkańców u progu lat 60. Jak zawsze w tego rodzaju przedsięwzięciach realizowane miasto, a zwłaszcza stary, historyczny organizm miejski stawały przed nowym wyzwaniem w kategoriach socjologicznych: Nowe brutalnie wchodziło w Stare, z konsekwencjami wielowarstwowymi: w związku z językiem, obyczajem, statusem społecznym, światopoglądem. Miejscowi, czyli Ślązacy zetknęli się nagle, w stosunkowo krótkim czasie z ludnością napływową z całego kraju, ulegając ich gwałtownej dominacji. Powstanie środowiska inteligencji związanej z wielką inwestycją, głównie technicznej, stworzyło nową jakość w społeczności tyskiej. Jak nigdzie indziej na zasiedziałym Górnym Śląsku, Tychy doznały w bardzo krótkim czasie szoku socjologicznego o szczególnym nasileniu. W samym Miastoprojekcie zespół ludzi o stosunkowo wąskim kręgu zawodowym i społecznym był wielce różnorodny, a jednocześnie, mimo powstawania równolegle różnych grup zawodowych: lekarzy, nauczycieli, artystów, żadne inne środowisko inteligenckie nie było w początkach stawania się miasta tak wyraziste, jak grupa jego budowniczych, w znacznej mierze w wyniku skoszarowania ich w jednym ośrodku, jakim był tenże „biurowiec przy stadionie”.

Tychy, widok z osiedla B na rynek „starych” Tychów z kościołem św. Marii Magdaleny,  Foto. Janusz A. Włodarczyk © 2008 Tychy, przychodnia zdrowia, osiedle B, Foto. Janusz A. Włodarczyk © 2008

Tyskie biuro projektów nie odbiegało od krajowego wzorca funkcjonującego z niewielkimi modyfikacjami przez dziesięć lat: dyrektor, naczelny inżynier, pracownie grupujące zespoły architektoniczne i przyporządkowane im zespoły branżowe z kierownikiem, jako w miarę autonomiczne organizmy, czyli kadra projektowa, a następnie administracja biura oraz pracownicy usługowo-techniczni. No, i, oczywiście komórka partyjna z działem czuwającym nad kadrą i jej socjalistycznym morale. Taką „niewielką modyfikacją” był fakt, iż biuro powstało dla konkretnego przedsięwzięcia, jakim było projektowanie w związku z określonym zadaniem inwestycyjnym, a nie podejmowanie zleceń na dowolne obiekty architektoniczne. Po latach uległo to zmianie, ale to było później. Konsekwencją tego faktu była stała obecność stanowiska generalnego projektanta, egzekwującego swe prawa autorskie i merytorycznie, i miało ono w biurze pozycję najważniejszą. W tyskim biurze reprezentowało je dwie osoby, autorzy planu miasta: profesorowie, architekci-urbaniści, Hanna Adamczewska-Wejchert i Kazimierz Wejchert. Merytorycznie (nie formalnie) podlegali im główni projektanci-architekci i autorzy konkretnych zadań projektowych, osiedli i obiektów architektonicznych, w trakcie ich projektowania, a później nadzorowania ich realizacji w ramach opieki autorskiej.

W trudnych początkach także i sprawa kadry projektanckiej przysparzała kłopotów, w latach 1955-1959 jej fluktuacja była znaczna. Ludzie, często przypadkowi, pojawiali się, znikali, w braku rozeznania, z czym będą mieli do czynienia. Na przełomie lat 1958-1959 zjechały do Tychów trzy pary małżeńskie architektów: Maria i Andrzej Czyżewscy oraz Ewa i Marek Dziekońscy z Wrocławia, a z Warszawy, po uczelni krakowskiej, Bożena i Janusz A. Włodarczykowie, czyli moja żona i ja (autor niniejszego tekstu). Ten osobisty rys sprawia, iż niniejsza relacja z czasów po naszym przyjeździe do miasta staje się bardziej wiarygodna, choć po części – wyjąwszy fakty – oczywiście subiektywna. Ta grupa architektów świadczy między innymi o pewnej stabilizacji kadry, bowiem, z wyjątkiem Marka Dziekońskiego, który po latach, ze względów osobistych, wrócił do Wrocławia, reszta nas wytrwała w biurze do końca jego istnienia tj. do roku 1989. Z tych najbardziej wytrwałych wymienić jeszcze należy architektów Wacława Jaciowa, Zdzisława Łojewskiego i Marka Niklewicza, który z czasem przeszedł na stanowisko Architekta Miejskiego. Rzecz jasna, w niniejszym tekście, który nie jest przecież monografią biura projektów, nie sposób dokonać pełnej wyliczanki jego pracowników, mam nadzieję, iż niewymienieni, a jest ich wielu, mi to wybaczą.

Browar Książęcy, fot. 2006

Miasto powstawało od zachodu na wschód i z północy na południe, zaczynając od dawnego organizmu miejskiego – starych Tychów i osiedla „A”, wyprzedzającego w czasie powstanie planu ogólnego i kompleksową realizację miasta. Po ukończeniu części północnej miano przekroczyć linię demarkacyjną, czyli linię kolejową prowadzoną w wykopie i realizować południe miasta. Tak się też stało. W latach 50. zrealizowano więc osiedla „A” , „B” i „C”. Każde z nich było inne w charakterze, każde było swoistym signum temporis – znakiem czasu. Osiedle „A” było socrealistyczne, cokolwiek to znaczy, a w takim znaczeniu trudno było dopatrzyć się logiki; niewątpliwie decydowała symetria układu i eklektyczny rys tradycji antyku, daleki od logicznie obowiązującego nurtu modernistycznego. Osiedle „B”, największa chyba w ogóle tyska jednostka urbanistyczna, było już miękko prowadzoną siatką ulic, z honorowaniem zastanej rozproszonej zabudowy małomiasteczkowej, z centralnym placem o tradycji rynku, wyrazistej zabudowy mieszkaniowej, z kinem ‘”Andromeda” ( jednym z lepszych w Polsce), kawiarnią i restauracją. W kontakcie z nieco później zrealizowanym rynkiem starej części Tychów, powstał w osiedlu „B” w tym samym czasie teatr „Mały”, pierwszy nowy obiekt kultury na większą skalę. Oba osiedla realizowane były metodą tradycyjną realizacji, to znaczy, że w ich budynkach zastosowano ceglaną konstrukcję ścian i strome dachy kryte dachówką. Trzecie osiedla lat 50., osiedla „C1”, „C2” i „C3” to już tkanka domów prefabrykowanych. Były to pierwsze tyskie budynki realizowane metodą uprzemysłowioną, jeszcze (na szczęście) zastrzeżoną dla lokalnych potrzeb, a nie, jak później, w oparciu na ogólnopolskiej produkcji uniformizującej kraj systemową „wielką płytą” czy „wielkim blokiem” od Bałtyku po Tatry, od Odry po Bug. Wszystkie trzy osiedla zachowały jeszcze z układu urbanistycznego miasta przemysłowego wieków XVIII i XIX zabudowę obrzeżną ulic, choć już nie w pełni tak zwartą, jak uliczne linie kanionów arterii dawnych miast. W Tychach, do w pełni modernistycznej zasady układu całkowicie luźnej zabudowy przechodzono sukcesywnie, nie gwałtownie, zmiana ta dokonała się w pełni mniej więcej po przekroczeniu osi zielonej, czyli na wschód od Parku Północnego, a już całkowicie w części południowej miasta. Ale do tego dojdziemy w następnych rozdziałach.

Tychy, jezioro Paprocańskie, Foto. Janusz A. Włodarczyk ©  1995

Tychy , rozdział II, spis ilustracji, zdjęcia: Janusz.A. Włodarczyk
1. Logo miasta z 2002 roku, w 50 rocznicę zaistnienia, proj.
2. Szkicowy plan zagospodarowania powiatu tyskiego, 1960
3. Logo miasta z 2002 roku, w 50 rocznicę zaistnienia, proj. i Schemat planu,1961
4. Stawy Parku Północnego, fot. 1995 Plan ogólny zagospodarowania terenu,1954
5. Plan ogólny zagospodarowania terenu, 1954
6. Plac Baczyńskiego, osiedle B, budynek „Pod Wieżyczkami”,
7. Zabudowa mieszkaniowa osiedla B, ul. Bohaterów Warszawy, fot. 2008
8. Widok z osiedla B na rynek „starych” Tychów z kościołem św. Marii Magdaleny, fot. 2008
9. Przychodnia zdrowia, osiedle B, fot. 2008
10. Browar Książęcy, fot. 2006
11. Jezioro Paprocańskie, fot. 1995


AddThis Social Bookmark Button

III. Cudowne lata 60. Z zachodu na wschód i z północy na południe. Typizacja i prefabrykacja

Luty 20th, 2008 admin Posted in ARCHINOTATNIK - Tychy, architektura Komentarze są wyłączone

prof. Janusz A. Włodarczyk
wprowadzenie
ARCHINOTATNIK – spis
ARCHINOTATNIK – TYCHY – spis
reportaż ze spotkania z autorem w Muzeum Miejskim
link bezpośredni: www.kocham.tychy.pl/archinotatnik

III. Cudowne lata 60. Z zachodu na wschód i z północy na południe. Typizacja i prefabrykacja

Z moich dotychczasowych rozważań wiemy już o swego rodzaju prawidłowości, w wyniku której historia nowego miasta sprzęgła się była w czasie z historią Peerelu i co ciekawe, też i charakterystyczne, że i dla miasta, i dla kraju okresy nakładały się na siebie z zasady zamykając w dziesięcioleciach. Zaznaczyło się to już na początku, w latach 50. – decyzja o powstaniu miasta zbiegła się z przełomem w gruntowaniu się socrealizmu – i zjawisko to można odnieść do okresu następnego, choć już nie dekady. Zauważalne zmiękczenie systemu totalitarnego w wyniku zmian u wschodniego patrona – Związku Sowieckiego (Radzieckiego) w konsekwencji śmierci Stalina (1953), a następnie objęcia władzy w Polsce przez Władysława Gomułkę (1956) doprowadziło do względnej liberalizacji życia w kraju i, co naturalne, między innymi, miało wpływ na architekturę. Odwilż nie trwała jednak długo, zaledwie 2-3 lata – w zależności od punktów widzenia i różnorakich sfer naszego życia. Wprawdzie, po latach, granice dla powrotu modernizmu w architekturze, i ogólnie w sztuce, się otworzyły, żelaznej kurtyny jednak nie uchylono i szybko stary, nieco odnowiony reżim śrubę dokręcał, jakkolwiek terror w postaci stalinowskiej już nie wrócił. Czas Gomułki, w rozumieniu naszych przestrzennych problemów, zgrabnie się nam zamyka w dekadzie. Skąd więc określenie: cudowne lata? Tak oceniano czas ten w Europie Zachodniej. W piętnaście lat po wojnie, do przełomu lat 50. i 60. zdążono zaleczyć rany wojenne, stanąć na nogach i wręcz uzyskać najwyższe relatywnie standardy życia społeczeństw, jakich później już nie zaznano: niekiedy mówiono wręcz o cudzie gospodarczym. Nas to ominęło, choć w 1956 roku niejakie nadzieje na poprawę kondycji kraju zaistniały, choć – jako się rzekło – nie na długo.

Czas po roku 1956 i przejście w dekadę kolejną zaznaczyły się w realizacji miasta, z jednej strony, zdynamizowaniem procesu jego projektowania, wyprzedzając zamierzenia realizacyjne niekiedy o niemal dziesięciolecie; był on zresztą oceniamy, także i później przez samych twórców miasta jako okres najbardziej twórczy w trzydziestu paru latach realizacji Tychów. Ważną przyczyną pierwszego zjawiska było niewątpliwie rozkręcanie się struktury organizacyjnej biura Miastoprojekt-Nowe Tychy, w tym stabilizacja i jakość kadry projektowej; dotyczyło to również związanych z tzw. procesem inwestycyjnym dwóch kontrahentów: inwestora i wykonawcy. Okres ten jednak, zwłaszcza w zbliżaniu się do połowy lat 60., coraz to bardziej zaznaczał się zmniejszaniem tempa budowy ze względu na postępującą zapaść gospodarki kraju. Wpłynęło to na ciągłe odkładanie realizacji centrum miasta na czas nieokreślony, co w wyniku sukcesywnego przesuwania się realizacji kolejnych osiedli mieszkaniowych z zachodu na wschód w północnej części miasta, odczuwano coraz bardziej im bliżej było do końca dekady; warto podkreślić, iż projekty dla centrum były odpowiednio wcześniej przygotowywane. W tym okresie powstały osiedla „E1” i „E3”, jeszcze w zabudowie obrzeżnej, choć już nie w pełni zwartej, na przełomie lat 50. i 60., dalej „E2”, „E4’, „E5’ w zabudowie znacznie bardziej jeszcze swobodnej, Park Północny i na wschód od niego zespół osiedli „F”, kończących północną część miasta. Faktem jest: że mieszkań nieustannie brakowało, centrum mogło było poczekać – czy się to mieszkańcom podobało, czy nie.

powrót

Przez długi czas omawianego okresu, czyli mniej więcej do ukończenia północnej części miasta, rolę centrum miasta spełniało centrum osiedla B – plac Baczyńskiego, (d. Bieruta), z kinem Andromeda, restauracją Mimoza, księgarnią, długo jedyną, a do dziś największą i najbardziej profesjonalną w Tychach, zespołem sklepów w pierzei placu w budynkach Pod Wieżyczkami, wreszcie z Teatrem Małym, dwa kroki od placu położonym, idąc w kierunku Starych Tychów. Mimo więc, iż miasto swego serca nie posiadało, o sferę kultury zadbano dość szybko: i teatr, i kino funkcjonowały już w pierwszych latach omawianej dekady. W roku 1962 powstała interesująca architektura, jaką reprezentował Klub Górniczy z miejską biblioteką w osiedlu „E2”,Klub Górniczy z biblioteką, arch. M. Dziekoński charakteryzującym się trzykondygnacyjnymi budynkami szeregowo-galeriowymi, zwanymi na Zachodzie maisonette, na owe czasy, w polskich realiach odbiegających od stosowanych typów zabudowy, sprawdzającymi się po dziś-dzień.

Tychy, Budynki mieszkalne szeregowo-galeriowe, os. E2, arch. S.Rewers, K.Fojcik, Foto. Janusz A. Włodarczyk © Wtedy też zrealizowano pierwszy nowy kościół, autorstwa arch. Zbyszka Webera, zlokalizowany z dala od budowanej wtedy części miasta, tuż za wykopem linii średnicowej (późniejsze osiedle „H – Honorata”), dochodziło się doń przez pola. Był swego rodzaju forpocztą, enklawą, przyczółkiem architektonicznym południowej części miasta: musiał czekać na swych późniejszych parafian jeszcze ładnych parę lat.

Obiekty kultury: kino, teatr, biblioteka, klub, czyli budynki użyteczności publicznej dla potrzeb ogólno-miejskich: wszystko to wartości miastotwórcze. Życie jednak, zwłaszcza przy braku centrum, rozgrywało się głównie w osiedlach. Jak na idee miasta modernistycznego przystało, osiedla mieszkaniowe były z założenia samowystarczalne i wyposażenie ich w usługi podstawowe przebiegało w Tychach lat sześćdziesiątych sprawnie i w zasadzie bezkonfliktowo. Realizacja podstawowej szkoły, przedszkola, żłobka, sklepu pierwszej potrzeby, punktów rzemieślniczych, ośrodka zdrowia, poczty osiedlowej – wszystko to towarzyszyło życiu osiedla, z zasady, od momentu wprowadzenia się do mieszkań; w latach 70. i później tak sprawnie już nie bywało.

Tychy, przedszkole, arch. T. Bobek, (obecnie Ośrodek rehabilitacyjny, częściowo przebudowany). Foto. Janusz A. Włodarczyk ©

Ktoś powie: dobrze, ale czym wytłumaczyć, że realizacja miasta działała sprawniej w okresie zwiększonych rygorów totalitarnej władzy w czasach stalinizmu, a z czasem było z tym już coraz gorzej? Odpowiedź jest chyba prosta: miasto rodziło się w kilka lat po wojnie, istniał jeszcze potencjał moralny wynikający z entuzjazmu społeczeństwa powodowanego odbudową kraju, a także, co ważniejsze, z funkcjonowania państwa jeszcze częściowo w przedwojennych strukturach, mimo nowego, przez większość nieakceptowanego ustroju; zmiany tego rodzaju nie dokonują się nigdy z dnia na dzień, w mentalności ludzi także, istniała jeszcze stara kadra inżynierska i rzemieślnicza. Ludzie mieli większe poczucie obowiązku, wyższy etos pracy. Także i częściowa choćby liberalizacja w sprawowaniu władzy totalitarnej wprowadzała pewien luz, nie zawsze pozytywny. Jest to prawidłowość wynikająca na ogół w przypadkach przechodzeniu z systemu autorytarnego do demokracji.

powrót

Jako kolejny ekwiwalent braku centrum w postaci skupiska obiektów administracji i handlu o charakterze ogólnomiejskim w czasie, kiedy północna część była na ukończeniu, zaistniało coś na kształt centrum niegdysiejszego miasta przemysłowego, XIX wiecznego, czyli znajdująca się na obrzeżu centralnych osiedli mieszkaniowych Tychów, zwarta zabudowa w skrzyżowaniu dwóch głównych ulic: al. Niepodległości (d. Rewolucji Październikowej) i Grota-Roweckiego (d. Dzierżyńskiego) w tym tej drugiej jako bardziej handlowej. Stanowi ona punkt centralny miasta do chwili obecnej. Powstała 500 metrów od zrealizowanego wtedy zalążka centrum ograniczonego do trzech budynków: Ratusza, czyli siedziby Urzędu Miasta, Tychy. Urząd miejski - Ratusz, arch. W. Jaciow, K.Wejchert. Foto. Janusz A. Włodarczyk © Domu Partii i zespołu banków: ośrodków władzy administracyjnej, politycznej i finansowej. Obiekty te zasygnalizowały w przestrzeni symboliczny środek miasta wraz z zaczątkiem realizacji zaprojektowanego elementu krystalizującego: centrum i dwóch krzyżujących się osi miasta – zielonej i średnicowej linii kolejowej prowadzonej w wykopie, przekrytym w obrębie centrum realizowanym w przyszłości.

Jak nadmieniłem już wcześniej, w związku ze zmianami, jakie następowały w realizacji miasta wraz z kolejnymi dekadami w zakresie mieszkalnictwa, zmiana istotna nastąpiła na przełomie lat 50. i 60. Chodzi tu o dwie głównie sprawy: sukcesywnie następujące modernistyczne rozluźnianie zabudowy z odchodzeniem od tradycyjnej zabudowy obrzeżnej, kwartałowej i tym samym uniezależnianie jej od siatki ulic oraz prefabrykacja. O ile osiedle „B” kształtowano jeszcze w duchu zabudowy tradycyjnej, po części tkwiącej jeszcze w klimacie kamieniczek małomiasteczkowej skali, z miękkim prowadzeniem ulic osiedlowych, co wymuszane było niekiedy istniejącą rozproszoną, dawną zabudową wiejską, kolejne osiedla północnej części miasta, o nazwach na litery „C”, rozpoczęte w końcu lat 50.,a następnie „E” i „F”, idąc od zachodu do wschodu, stanowiły już całkiem inny obraz. W osiedlach „C1”, „C2”, „C3” i „E3” zastosowano jeszcze zabudowę obrzeżną, choć już nie zwartą i ciągłą, tworząc jednak duże wnętrza osiedlowe z wpasowywaniem w nie usług, najczęściej szkoły i przedszkola, czasem ośrodka zdrowia. Osiedla „E4”, „E5” i osiedla „F”, sytuowane po obu stronach parku Północnego, reprezentowały już klasyczną zabudowę modernistyczną, z uwolnieniem jej od komunikacyjnej sieci ulic.Tychy | Budynki mieszkalne  klatkowo-sekcjowe,os. C, arch. S. Wąs. Foto. Janusz A. Włodarczyk ©

Tychy | Budynki mieszkalne  klatkowo-sekcjowe,os. C, arch. S. Wąs | Foto. Janusz A. Włodarczyk ©

Tychy | Budynki mieszkalne  klatkowo-sekcjowe,os. C, arch. S. Wąs | Foto. Janusz A. Włodarczyk ©

powrót

Tychy uważane są za najbardziej zielone miasto Górnego Śląska. Tak jest obecnie, takie też były zamierzenia jego twórców, tkwiły one w idei i ogólnej koncepcji planu. Ważne tereny zielone zaistniały już w latach sześćdziesiątych. Pierwszym parkiem w mieście stał się teren między osiedlem „B” i „E3”, a ściślej między szosą – aleją Bielską, ulicą Edukacji (d. Engelsa) z terenami sportowymi, obecnie też i kryta pływalną, aleja Niepodległości (d. Rewolucji Październikowej) i osiedlem „E3”). Park ten nazwany został Parkiem Niedźwiadków z przyczyny rzeźb przeznaczonych dla zabaw dzieci. Jednak główną atrakcją miasta jest, czterdziestoletni już dziś Park Północny, areał c/a 60 hektarowy, łączący teren zagospodarowywany od połowy lat 60., czyli Park Miejski z włączeniem istniejących wcześniej rybnych stawów. Także dzięki i ptactwu wodnemu jego naturalny charakter wiąże się z urządzoną zielenią szkół osiedli „E” i „F”, usytuowanych na obrzeżach Parku, po jego stronach zachodniej i wschodniej. W taki sposób północna część miasta została uhonorowana dość wcześnie oprawą zieloną; na osiedla południowe czekał naturalny areał jeziora Paprocańskiego z rozległą przestrzenią lasów Kobiórskich. Zielone tereny miasta, jednoznacznie przewidywane w pierwszych decyzjach planistycznych, były w trakcie jego realizacji konsekwentnie i sukcesywnie projektowane i nadzorowane w tym stosunkowo długim czasie przez tę samą osobę, Helenę Okołowicz-Krześ, inżyniera zieleni. Fakt ten niech będzie przyczynkiem do stwierdzenia o znaczeniu ogólnym, iż w trakcie istnienia biura projektowego Miastoprojekt nic, co dotyczyło kształtowania przestrzeni miejskiej, nie było przypadkowe; do problemu tego jeszcze wrócę.
Za ważne dla omawianego okresu powstawania miasta uznać należy dwa fenomeny o charakterze nadrzędnym, dotyczące specyfiki kraju jako całości, a mianowicie prefabrykację, o której wyżej napomknąłem, i typizację. Znaczenie ich dla kraju, ale także i dla miasta, choć kształtujące się nie koniecznie w sposób jednaki, były kolosalne. Niezbędna jest tu w miarę optymalna ich ocena by zrozumieć skutki przestrzenne: w naszym przypadku – dla miasta, przede wszystkim. Decyzje o rygorze typizacyjnym, zakładającym centralną produkcję i dystrybucję gotowych projektów architektonicznych i branżowych w istotnym, znacznym zakresie powszechnie stosowanych użyteczności architektury i wielorodzinnego mieszkalnictwa podjęto w kraju w roku 1961. Oznaczało to na długi czas pozbawienie otaczającej nas przestrzeni architektonicznej poszukiwań twórczych, a tym samym regres kulturowy, w konsekwencji uniformizacji i banalizacji krajobrazu. Prefabrykację w budownictwie zaczęto wprowadzać na przełomie lat 50. i 60. sukcesywnie ją rozszerzając.

powrót

Oba zjawiska, w ocenie tak specjalistów, głównie architektów, jak i dyletantów czy wręcz laików, spotkały się z ocenami skrajnymi, z czasem stając się coraz bardziej kontrowersyjne. Trzeba od razu stwierdzić, iż z natury rzeczy i jedno, i drugie nie nosi naznaczeń negatywnych samych w sobie. Czy były więc pozytywne? Mają raczej konotacje obojętne, na tyle, na ile dla architektury jako produktu i dla budownictwa jako procesu znaczą uproszenia i ułatwienia – z punktu widzenia techniki i technologii oraz potanienia – z punktu widzenia ekonomiki. I jedno, i drugie zjawisko jest więc dla architektury, że powtórzę, obojętne: jest środkiem do celu prowadzącym, nie powinny być jednak, że powtórzę, celem samym w sobie. Jeśli chodzi o prefabrykację, czyli szczególną formę uprzemysłowienia budownictwa, człowiek budujący – homo aedificans – zawsze starał się upraszczać sobie swą pracę, w wieku XX różnica stała się w bardzo krótkim czasie szczególnie zauważalna i często, jak w przypadku opisywanego kontekstu, drastyczna poprzez swą masowość.

A typizacja? Powtarzalność wzorca była od zawsze wpisana w architekturę. Powtórzenia różnych kontekstów i rozmaitej skali, dotyczące budownictwa, w tym części budynku czy budowli różnej wielkości od drobnego rozmiaru cegły po wielkie bloki kamienne czy też elementów funkcjonalnych (użytkowych) świątyni, mieszkania, szkoły, szpitala, miejsc pracy, w tym przemysłu, obowiązywały odkąd istnieje architektura. Nie stosowano jednak z zasady powtórzeń projektów obiektów architektonicznych, budynku jako całości projektowanego przez anonimowego autora nie mającego kontaktu z miejscem realizacji. W XIX wieku pojawiały się wprawdzie gotowe projekty małych, licznych (na owe czasy) szkół wiejskich, domów dla robotników np. tkaczy czy górników, małych, licznych dworców kolejowych (można zaobserwować to na terenach polskich czasów zaborów), były to jednak odstępstwa od reguły, z zasady operowane wzorcem, a nie gotowym projektem: tak powstawały np. świątynie greckie, średniowieczne kościoły i klasztory określonych reguł czy kamienice miast lokacyjnych. Gotowe projekty budynków różnego przeznaczenia na skalę masową, przygotowane „na skład”, to wymysł czasów przeze mnie opisywanych, obowiązujących na zasadzie rygoru, w krajach tzw. socjalizmu Europy Wschodniej drugiej połowy XX wieku. Konsekwencją stała się uniformizacja negatywna, gdyż na ilość nakładała się skrajnie niska jakość architektury, a więc także i niska jakość krajobrazu przez nią kształtowanego.

Prefabrykację, czyli wznoszenie budynków z wcześniej przygotowanych elementów, głównie żelbetowych średniowymiarowych (nie aż tak małych jak cegła, ale też i nie zbyt wielkich, jak z czasem tzw. wielka płyta); w miarę uniwersalnych, czyli takich, by można je było stosować do różnego rodzaju budynków i by nie wywierały na architekturze swego piętna, zaczęto, jak nadmieniono, wprowadzać w Tychach z końcem lat 50., począwszy od osiedli C1, C2 i C3. Stosowano ją głównie w architekturze mieszkaniowej wielorodzinnej. Początkowo ograniczano się do tzw. krótkich serii, zastrzeżonych dla określonego miejsca i przeznaczenia. Rygory ilości i zakresu sukcesywnie się powiększały, tak w Tychach, jak i ogólnie w kraju. I już tu warto zauważyć, iż prefabrykację w Tychach w latach 60. stosowano w miarę sensownie: dzięki własnym, lokalnym zestawom elementów i różnorodnym projektom budynków, unikając nadmiernej uniformizacji przestrzeni. Dotyczy to głównie mieszkalnictwa, które zresztą w tych czasach wykształciło wielu kompetentnych i doświadczonych architektów specjalizujących się w tej dziedzinie, a Tychy miały szczęście do dobrych rozwiązań funkcjonalnych. Jednak, podobnie jak w przypadku typizacji, prefabrykacja stosowana na siłę, przy niskiej jej jakości – technicznej i estetycznej, bez liczenia się z ładem i harmonią przestrzeni, stosowana głównie w wyniku korzyści przedsiębiorstw budowlanych, stanowiących swoiste lobby w kraju, w znacznej mierze przyczyniła się do negatywnego obrazu naszej przestrzeni. Za przykład niech posłuży zjawisko nagminnego wymuszania w układach kompozycyjnych osiedli takiego sytuowania budynków, by jak najbardziej minimalizować torowiska dźwigów, czyli dla jak największej korzyści wykonawcy: proces ważniejszy niż produkt!

powrót

Podobnie w realizowanym mieście działo się z typizacją. Rygory powtarzalności projektów, jak każdy rygor, obowiązywały w oparciu o zasadę, od której istniały wyjątki, większe i mniejsze. Rzecz w tym, iż nie zawsze była wola, by z nich korzystać. Dla poważnej części ludzi zainteresowanych problemem i mających wpływ na decyzje, w tym w dla inwestorów i wykonawcy, ale i w znacznej mierze dla organizacji biura, a nawet i dla części architektów-projektantów, typizacja była wygodna: mniejszy problem z zatwierdzaniem znanej już dokumentacji, pozorna(!) jej taniość (czyli przekłamana; zagadnienie zbyt to szczegółowe, by tu je wyjaśnić), mniejsza odpowiedzialność (to nie ja, to kolega), obawa przed nowością.
Tychy | Budynek mieszkalny galeriowy, os. D1, arch. S Wąs | Foto. Janusz A. Włodarczyk ©
Tychy | Budynki mieszkalne, (systemu 540, arch. M.A.Czyżewscy), klatkowo-sekcjowe, os. D3, arch M. Czyżewska | Foto. Janusz A. Włodarczyk ©
Tychy uniknęły uniformizacji, udało się bowiem, w dużej mierze ze względów prestiżowych, jakimi cieszyło się nowe miasto, uniknąć typizacji centralnie kierowanej. Zasługa była niewątpliwie udziałem grupy osób i ich autorytetu: generalnych projektantów miasta i poszczególnych architektów-projektantów, zrozumienie sprawy przez część decydentów i partnerów realizujących miasto, jak i lokalnych urzędników uzgadniających projekty, np. w resorcie oświaty, z czym osobiście miałem do czynienia, jako projektant szkół. Dzięki temu architektura tyska w zakresie najbardziej powszechnie stosowanej, czyli obiektów mieszkalnictwa, głównie autorstwa Marii i Andrzeja Czyżewskich oraz Stanisława Wąsa, Felicji Matyśkiewiczowej, i nieco później Bożeny Włodarczykowej, Marka Dziekońskiego, Stanisława Niemczyka oraz obiektów szkolnictwa: na przełomie lat 50. i 60. szkół projektowanych przez architektów warszawskich, później głównie mojego i mojej żony autorstwa, wyszła obronną ręką.

* * *

W 1965 roku, u zbiegu alei Niepodległości (d. Rewolucji Październikowej) i ulicy Grota-Roweckiego (d. Dzierżyńskiego) powstała w siedmiokondygnacyjnym budynku siedziba trzech przedsiębiorstw realizujących miasto: inwestora, projektanta i wykonawcy. Tychy | Siedziba budowniczych miasta: inwestora, projektanta - Miastoprojekt-Nowe Tychy i wykonawcy, arch. S. Wąs | Foto. Janusz A. Włodarczyk © Pierwsze i trzecie wielokrotnie zmieniało nazwy, jednostka projektowa do końca przetrwała przy nazwie pierwotnej: Miastoprojekt-Nowe Tychy. Przypomnę, iż przez pionierskich lat około dziesięciu pracowało się w tymczasowym baraku, przy stacji kolejowej, istniejącej jeszcze przed zaistnieniem nowego miasta, na obrzeżu osiedla „A”. Powstanie Miastoprojektu-Nowe Tychy i trwanie jego w niezmiennej strukturze nieprzerwanie przez 35 lat jawi się jako swego rodzaju fenomen. Nawet porównując z dwiema instytucjami – partnerami, gdzie nie tylko nazwy, ale i struktury przedsiębiorstw ulegały zmianom, ale też i w stosunku do innych biur projektowych, Miastoprojekt tyski wyróżniał się w kilku aspektach.

Podstawowym, długo jedynym zadaniem biura, były zlecenia dla potrzeb miasta, wyłącznie. Projektowanie na miejscu miało tę specyfikę, iż nadzór nad realizacją pełniony był in situ, niejako wymuszony, dozór budowy był wygodny, nie zabierał czasu na dojazdy, a też stawał się i przyjemnością: można było nadzorować swe dokonania nawet w trakcie spaceru, samemu czy z rodziną. Było to wzmocnieniem dla pracy zawodowej czyniąc z niej zajęcie niemal prywatne, niejako hobbystyczne. Z czasem się to zmieniało, zwłaszcza w latach 80., biuro przyjmowało zlecenia spoza miasta, głównie w wyniku braku pełnego obciążenia zlecanymi zadaniami miejscowymi, czasem ze względu na zadania poza tyskie szczególne ambitne.

powrót

Specyfiką biura tyskiego było także, niewątpliwie, stanowisko głównego projektanta, jako wpisane w istnienie przedsiębiorstwa i egzystujące tak długo, jak biuro istniało. W innych tego typu instytucjach w kraju funkcjonowało takie stanowisko, przypisane zwykle do konkretnego zadania, trwało okresowo, przez czas realizacji konkretnego projektu, budynku lub osiedla. W tyskim biurze stanowisko to trwało stale, dotyczyło merytorycznego zakresu funkcjonowania przedsiębiorstwa, podczas gdy kompetencje dyrektora biura i naczelnego inżyniera miały charakter administracyjno-formalny. Stanowisko to od początku istnienia biura aż po jego likwidację w 1989 roku piastowali – że powtórzę – generalni projektanci miasta, autorzy planu ogólnego miasta, zdobywcy I nagrody w konkursie, profesorowie Hanna Adamczewska-Wejchert i Kazimierz Wejchert.

Wreszcie jeszcze jedną, inną cechą biura, o całkiem odrębnym charakterze, było jego znaczenie w mieście, jako elementu miastotwórczego, które, jako środowisko ludzkie, wespół z dwoma współdziałającymi instytucjami oddziaływało na z dnia na dzień powiększającą się społeczność miasta. Z czasem przybywali do miasta ludzie kultury, nauki, sztuki i techniki, ludzie wolnych zawodów, czyli grupa społeczna określana terminem: inteligencja. Szeroko rozumiana grupa twórców miasta, od architekta po robotnika, miała swoisty rodzaj prestiżu i autorytetu.

Dom profesorów Wejchertów na Norwida, niewielki jednorodzinny budynek z ogrodem, był miejscem okazjonalnych spotkań okolicznościowych: imienin Profesora w marcu i, z czasem, coraz bardziej celebrowanych tzw. iris parties w czerwcu: Profesor był pasjonatem ogrodu i hodowcą irysów. Lubili oboje otaczać się ludźmi, także błyszczeć: słabostka to wybaczalna, czuli się dobrze w roli, jakby nie było, animatorów życia powstającego miasta. Lubili, on zwłaszcza, uchodzić za ludzi renesansu. Rzeczywiście, ich rozliczne działania twórcze i organizacyjne potwierdzały to: praca projektowa nad realizacją miasta i dydaktyka na Politechnice Warszawskiej; fotografia i pisanie książek, też i artykułów w prasie, profesor także pisywał wiersze; praca na rzecz stowarzyszenia architektów i różne inne aktywności o charakterze społecznym; wreszcie podróżowanie. Zwłaszcza w latach sześćdziesiątych, ze względów politycznych, znacznie ograniczonych wyjazdów na Zachód, prywatnych i turystycznych, mając znacznie większe możliwości wyjazdów oficjalnych, stanowili istotną formę łącznika ze współczesną architekturą Zachodu. Ich wojaże owocowały zawsze obszernymi relacjami ilustrowanymi obrazem fotograficznym.

powrót

W początkach istnienia biura, przez krótki czas profesorowie kierowali dwiema dużymi pracowniami projektowymi: ona pracownią urbanistyczną, on – architektoniczną. Z czasem, w wyniku rozrastania się biura funkcja taka w określonym kontekście przestała mieć sens, także z uwagi na czysto administracyjny charakter, system organizacyjny biura zmieniał się, niekoniecznie na korzyść. Zgodnie z Prawem Parkinsona nieograniczone biurokratyzowanie instytucji nie mogło ominąć i działalności twórczych.

W autorytarnym systemie w Polsce po roku 1945 architektura została podporządkowana resortom budownictwa – a nie kultury, adekwatnie co do architektury specyfiki – od samego wierzchołka, czyli od władzy ministerialnej, po uzależnienie od dyrektorów przedsiębiorstw budowlanych, producentów materiałów budowlanych i prefabrykatów. Jako, że działalność gospodarcza, a więc i wszelkiego rodzaju inwestowanie znalazło się gestii państwa, architekci skoszarowani zostali w państwowych jednostkach projektowania, a praktykę prywatną ograniczano do minimum. Jedynie projektowanie domów jednorodzinnych i kościołów (rozmaicie w różnym czasie) – niewiele więcej – mogło być dokonywane przez osoby prywatne – architektów (w przypadku mniejszych, określonych przez przepisy kubatur, również inżynierów i techników budowlanych!) także nie zrzeszonych w państwowych biurach. Taki stan rzeczy dotrwał do roku 1989. Zmieniło się wiele, choć nie zawsze na lepsze: jak zwykle liczy się proporcja, będzie o tym później.

O strukturze Miastoprojektu-Nowe Tychy wcześniej nieco już było, sądzę iż warto jeszcze sprawę uszczegółowić. Nie różniła się ona w ogólnych zasadach od określonego wzorca obowiązującego w kraju. Podstawową jednostką organizacyjną i merytoryczną była pracownia wielobranżowa z wiodącym zespołem architektonicznym i merytorycznie podporządkowanymi mu zespołami branżowymi związanych z budynkiem w zakresach konstrukcji, wszelkich instalacji (sanitarnych, elektrycznych i innych, w zależności od specyfiki biura, np. akustyki, technologii specjalnych itp.), a następnie związanych z terenem, jak zieleni, dróg i ukształtowania i uzbrojenia terenu oraz kosztorysowania. Liczbę pracowni określały każdorazowo zapotrzebowanie na projekty. Usługową, czyli administracyjną i pomocniczą kadrę biura tworzyli hierarchicznie ustawieni kierownicy pracowni – główny inżynier – dyrektor, natomiast powiększająca się z czasem kadra pomocnicza tzw. specjalistów i kontrolerów, powodowała nadmierny wzrost ludzi-pośredników, o charakterze pasożytniczym pár excellence, (ustrój tzw. socjalistyczny nie uwzględniał oficjalnie bezrobocia) często pozornie przydatnych w tworzeniu efektów inwestowania, czyli architektury. Usługowe komórki przedsiębiorstwa stanowiły pracownie związane z finalnymi działaniami: oprawionym projektem, makietą, planszą rysunkową i, wreszcie, grupa pracowników administracyjnych.

Taki był, w miarę obiektywny, obraz miejsca, w którym rodziły się podstawy dla zaistnienia i stawania się miasta, jego obraz stopniowo przenoszony w przestrzeń. A subiektywny, odczuwany i widziany oczami projektanta, a jednocześnie użytkownika tej przestrzeni, mieszkańca? Wątek osobisty, zasadny dla uwiarygodnienia mojej relacji, jest tu przedstawiony w minimalnym zakresie,. Bardziej zainteresowany sprawą internauta-czytelnik niniejszego tekstu, znajdzie więcej w mojej książce Archinotatnik.

Biuro powstało w roku 1955, ja i moja żona, małżeństwo architektów, wprost nieomal po ukończeniu studiów w Krakowie, przyjechaliśmy do Tychów, wprost do Miastoprojektu, w 1959, można powiedzieć: prawie na początku, jakkolwiek okres czterech lat, czas rozruchu, był bardziej pewnie burzliwy niż w późniejszych latach, bogaty w zdarzenia. Pracownicy biura, często ludzie-efemerydy, pojawiali się i znikali, szukając pracy i mieszkania – szczęścia, czasy w kraju, zwłaszcza na terenach zachodnich i północnych, zyskanych po wojnie nie były zbyt pewne, z czasem się stabilizowało. Trzeba pamiętać, ze realizacja nowego miasta pociągała za sobą wielką migrację ludności, tyska społeczność stawała się swoistą Wieżą Babel. W czasie naszego przyjazdu do Miasta zaistniały jeszcze dwa małżeństwa architektów, licząc więc z Profesorami było to ośmiu architektów gwarantujących z czasem stabilność środowiska zawodowego. To zbliżało, zwłaszcza że my i nasi nowi koledzy przybyliśmy z Warszawy, Krakowa, Wrocławia i znaleźli się, jakby nie patrzeć, na kulturalnej pustyni. Biuro stawało się więc czymś więcej niż tylko miejscem pracy, tym bardziej, iż w zawodzie architekta z reguły, a zwłaszcza w omawianym kontekście powstawania miasta na naszych oczach i w wyniku naszego do tego ręki przykładania, nie miało miejsca dzielenia czasu na pracę i dom, to się wszystko razem mieszało. Sprzyjało to, rzecz jasna, stwarzaniu atmosfery w biurze niejako domowej. Z drugiej strony, z tą domowością bywało rozmaicie. Czasy (komunistyczne, autorytarne, reżimowe, systemowe – jakbyśmy tego nie nazwali) nie sprzyjały powszechnej otwartości, zaufaniu i optymizmowi. Obowiązywała nieufność, byliśmy my i byli Oni: partyjny dyrektor, towarzyszka personalna, sekretarz partii i szereg anonimowych Niepewnych, prywatnie być może całkiem przyzwoitych ludzi. Niby zawsze, bez względu na ustrój polityczny, ludzie są różni, pewni i niepewni, ale wtedy działo się tak z natury rzeczy, reżim miał charakter policyjny, sprawy były jakby bardziej czarno-białe. Niemniej, można stwierdzić, iż środowisko, w którym obracaliśmy się stwarzało warunki dla życia zawodowego, twórczego i towarzyskiego, zwłaszcza w latach sześćdziesiątych, pierwszej pełnej dekadzie realizacji miasta. Później bywało inaczej, lata 70. a zwłaszcza 80. zaznaczyły się rozmaitymi wydarzeniami, w skali miasta i kraju, także w życiu moim i mojej żony, kręgu ludzi zaprzyjaźnionych, pojawiły się dzieci, nie było tak samo, nie mogło. Spróbuję opisać to w następnych rozdziałach – o Mieście i o Ludziach.

Tychy, rozdział III, spis ilustracji,
zdjęcia: Janusz A. Włodarczyk, wszystkie zdjęcia fot. 2008

1. Klub Górniczy z biblioteką, arch. M. Dziekoński
2. Budynki mieszkalne szeregowo-galeriowe, os. E2, arch. S.Rewers, K.Fojcik
3. Przedszkole, arch. T. Bobek, (obecnie Ośrodek rehabilitacyjny, częściowo przebudowany).
4. Urząd miejski – Ratusz, arch. W. Jaciow, K.Wejchert
5,6,7. Budynki mieszkalne klatkowo-sekcjowe,os. C, arch. S. Wąs
8. Budynek mieszkalny galeriowy, os. D1, arch. S Wąs
9. Budynki mieszkalne sekcjowo-galeriowe, os. D1, arch. S.Wąs
10. Budynki mieszkalne, (systemu 540,
arch. M.A.Czyżewscy), klatkowo-sekcjowe, os. D3, arch M. Czyżewska
11. Siedziba budowniczych miasta: inwestora, projektanta – Miastoprojekt-Nowe Tychy i wykonawcy, arch. S. Wąs

powrót

AddThis Social Bookmark Button