V. Lata 80. Po równi pochyłej, z góry w dół

V. Lata 80. Po równi pochyłej, z góry w dół

Pierwszy rok nowej dekady, podobnie, jak miało to miejsce w przypadku poprzedniej, przyniósł zmianę tempa i charakteru działań w realizacji miasta stosownie do politycznych zmian w kraju. W stosunku do sytuacji sprzed lat dziesięciu nie była to już tylko zmiana kosmetyczna, kolejna wymiana ekipy rządzącej. Wystąpiły symptomy obsuwania się fundamentów wielkiej budowli, zdawało się – wiecznie trwałej budowli totalitarnego ustroju zwanego socjalizmem? komunizmem? A może quasi-socjalistycznego totalitaryzmu, czyli socjalitaryzmu – po prostu.

Wypadki polityczne pierwszych lat 80. – koniec roku 1980 i rok 1981, czas Solidarności, a następnie stan wojenny, trwający do połowy roku 1983 z natury rzeczy musiały przyhamować realizację miasta, podobnie, jak inwestycje w całym kraju, choć pozornie praca w biurze projektów i na budowie jakoś trwała. Kończono budowy porozpoczynane, w gruncie rzeczy zrezygnowano z realizacji większych zamierzeń, jak dzielnice na terenach przypisanych do miasta w wyniku reorganizacji administracyjnej kraju z połowy lat 70. – Cielmice i Jaroszowice bądź opóźniano, jak się to miało z osiedlem Stella (patrz rozdz. IV). Kończono budowy osiedli znajdujących się w granicach pierwotnego planu ogólnego, jak Z-Zuzanna, P-Paulina czy H6 (ostatni fragment Honoraty). Można powiedzieć, że zamierzone zadania zatwierdzonego planu z lat 50. w zakresie mieszkalnictwa doprowadzano jednak do końca. Wspomniane już osiedle Stella, realizowane w ramach Programu Rządowego, hołubione przez generalnych projektantów, ze względu na przewidywane nowe technologie, ale zawierające i nieco świeższy oddech kompozycyjny, nie miało większych szans i faktycznie idea upadła. W miejscu tym próbowano nieskoordynowanych działań, kontynuowanych jeszcze w latach 90., ale to już inna historia.

Kryzys narastał. W kilka ostatnich lat przed upadkiem autorytarnego systemu rządzenia jako integralnej części bloku Europy wschodniej, sytuacja gospodarcza kraju pogarszała się z roku na rok. W zakresie architektury użyteczności publicznej, w stosunku do mieszkalnictwa, było jeszcze gorzej. Nadal nie miała szans realizacja centrum miasta, w dobie postępującego kryzysu bardziej niż kiedykolwiek wcześniej, jakkolwiek nieśmiało, zaczęto fragmentami je realizować, m.in. przychodnię zdrowia (arch. M. Dziekoński). Nawet usługi osiedlowe towarzyszące zawsze priorytetowej zabudowie mieszkalnej, jak szkoły do niedawna oddawane do użytku wraz z nowym rokiem szkolnym, zaczęły ulegać poślizgom: tak było ze szkołami podstawowymi osiedli K-Karolina i Z-Zuzanna.

W architekturze pierwszej połowy lat 80. dawał odczuwać się przełom w kategoriach idei estetycznych. W Polsce pomału, z opóźnieniem w stosunku do krajów Zachodu, zaczęły pojawiać się przewartościowania w odbiorze formy jako reakcja na gigantomanię prefabrykowanych megastruktur mieszkaniowych schyłkowego – jak uważano wówczas – modernizmu. W konsekwencji działań systemowych w budownictwie, narzuconych przez funkcjonujący system polityczny, nowe idee i tendencje w sztuce trudno było przełożyć na język realiów w prowadzonych inwestycjach. Przechodzenie w architekturze mieszkaniowej na bardziej humanistyczną formę mieszkania na większą skalę działań, wiążących się z wyższym komfortem życia, było naonczas mało realne. Dopuszczano się czasami zaledwie, na zasadzie okazjonalnie przeprowadzanych negocjacji z wykonawcą, na drobne odstępstwa od obowiązującego systemu. Na takiej zasadzie powstało niewielkie osiedle H7,kończone z początkiem lat 80. jedyny przykład tyski wchodzącej na Zachodzie mody na zabudowę gęsto-nisko, rodzaj bardziej swobodnego kształtowania budynków, nie przekraczających 3 kondygnacji, jakkolwiek niskie jakości wykonawstwo oraz nieudolny system organizacyjny użytkownika-inwestora, czyli głównie mieszkaniowych spółdzielni (państwowych !) dewaluowały jakość koncepcji architektoniczno-przestrzennej. Innym przykładem takich działań, raczej jednak typu kosmetycznego było tzw. humanizowanie wielkiej płyty w wyniku wstawiania fragmentów poza systemowych, swoistego ozdabiania budynków. Przykładem takiego traktowania architektury stał się realizowany w tym czasie fragment uzupełniający osiedle N-Natalia. Symptomy zmian pojawiały się raz jako strukturalne, poważniejsze i bardziej znaczące dla architektury, bądź powierzchowne, kosmetyczne, dekoracyjne – polegające na zabawie formą, charakterystyczne dla postmodernizmu, w znacznej mierze charakteryzującego się dowolnością, często w działaniach podejmowanych za wszelką cenę. W zasadzie, w realizacjach tyskich aż po rok 1989, nurt ten w sposób znaczący nie zaistniał.

Jeśli chodzi o kondycję biura projektów Miastoprojekt-Nowe Tychy w okresie kryzysowym, początkowo, mimo przyhamowania tempa prac realizacyjnych, prace projektowe toczyły się swoim torem, choć coraz częściej były to projekty nie dla miasta. Jakkolwiek, w zasadzie, spraw realizacji miasta to nie dotyczyło, ze względu na to, iż dotyczyło to określonej grupy środowiska tyskiego związanego bezpośrednio z budową miasta, pośrednie znaczenie miało i dla niego. Rozszerzanie rynku projektowego poza Tychy miało zresztą niejako wpływ, jakby dziś powiedziano: marketingowy. Jak pisałem już wcześniej, biuro powstało głównie dla zaspokojenia potrzeb realizowanego miasta. Jednak, z jednej strony, niekiedy, w szczególnych sytuacjach, pewne opracowania dla jego potrzeb trafiały poza nasze biuro, czy to w wyniku okresowego przeciążenia go nadmiarem robót, jak realizacyjne projekty osiedla T-Teresa, czy też w wyniku konkursów SARP-owskich, ogólnopolskich (dworzec kolejowy Tychy-Miasto, lata 60., kolejne opracowania dla Centrum, lata 70.). Ze strony drugiej, wtedy gdy wyprzedzające działania projektowe wymuszały w projektowaniu przerwy, biuro podejmowało się prac spoza swojego terenu lub gdy następowały przestoje w realizacji miasta w wyniku kryzysów;: tak stało się na większą skalę w latach 80.

W tym miejscu warto zauważyć swego rodzaju paradoks. W czasie narastającego kryzysu inwestycyjnego, tak w architekturze (idee), jak w budownictwie (materializacja idei), rygory występujące w omawianej sferze myślenia i działania, stopniowo ulegały stępieniu. Coraz to większe rysy pojawiające się w strukturach totalitaryzmu, coraz to częściej pozwalały na przenikanie nowej myśli, nowych trendów. Swą rolę odgrywał w tym czasie postmodernizm. Bez względu na jego późniejsze negatywne znaczenie dla architektury, w swym początkowym okresie oddziałał katalitycznie na jej ówczesny stan schyłkowego modernizmu lat 60.- 70., powodując oczyszczenie go i dostarczenie mu nowej krwi. W roku 1981 uchylono 20 lat trwający czas bezsensownych rygorów, zakaz indywidualnego projektowania w twórczości architektonicznej. Czas ten, jak wiadomo, odegrał wielce haniebną rolę w niszczącej uniformizacji architektury i krajobrazu w Polsce. Niestety. Wiemy, iż zarządzenie można zmienić z dnia na dzień, nawyki w umysłach ludzkich trwają znacznie dłużej. Nawyk powtarzania gotowego projektu utrwalił się w głowach, nie tylko u inwestora, w przeświadczeniu, że typowy znaczy tańszy, nie tylko u użytkownika-laika, ale nawet u architekta, tego stroniącego od twórczego myślenia. W rezultacie nieobowiązkowe stosowanie powtórzeń trwało latami, jeszcze się czkawką odbijając. A paradoks? Przez te 20 lat i więcej Polskę zabudowano w znacznej mierze byle czym, a gdy już nie było trzeba podporządkowywać się bezsensownym rygorom, nie było już można z szansy korzystać, gdyż inwestycje ograniczano. Rozluźnienie w projektowaniu miało miejsce bardziej w sferze architektury użyteczności publicznej niż w mieszkalnictwie: tu rozkręcone fabryki domów nie dawały szans ambitniejszym projektom. Potrzebny był czas na ich modernizację, wreszcie na likwidację, ale miał to być czas już inny.

W latach 80., zwłaszcza w ich drugiej połowie, powstało w tyskim biurze kilka liczących się – i nagrodzonych jako najlepsze projekty roku w Polsce oraz wyróżnionych przez SARP szkół w Pszczynie-Starej Wsi, Wieprzu, Łące oraz w Tychach: szkoły podstawowej w osiedlu R-Regina i szkoły muzycznej w Centrum (wszystkich powstałych w moim i mojej żony zespole). Projekty pozatyskie częściowo zaistniały, żaden – niestety – w jego wyjściowym, zatwierdzonym kształcie w postaci zrealizowanych obiektów: ze względu na koszty obniżano standard. Z tyskich realizacji rozpoczęto szkołę w osiedlu R-Regina minimalizując potem zakres, poza moją, jako projektanta, świadomością, bowiem prawo autorskie było i wtedy, i niestety, jest nadal przez decydentów lekceważone.

Z tyskich realizacji zaznaczyły w tym czasie swą obecność kościoły. Architektura niechciana przez reżim, jednak projektowana i realizowana, choć jako zaledwie tolerowana przez niego, ale też nie zawsze na skalę ambitnej sztuki architektonicznej. W okresie pierwszych kilkunastu lat realizacji miasta nie miało zbyt dużo szczęścia do obiektów sakralnych. Kościół nagrodzony w konkursie SARP z 1958 roku (arch. M. i A. Czyżewscy) nie znalazł się w planach realizacyjnych: krótkotrwałe symptomy odwilżowe gomułkowszczyzny stawały się już historią. Więcej szczęścia miał kościół w późniejszym osiedlu, powstały w południowej części miasta, w szczerym polu przy wykopie kolejowym, w roku 1960 – jako pierwszy nowy kościół w mieście (arch. Z. Weber), długo zresztą osamotniony – i w stosunku do bezpośredniego otoczenia, i do innych, nieistniejących naonczas świątyń. Tak też i trwało do połowy lat 70., gdy to z ich końcem pojawiła się, także samotnie, wtedy jeszcze z dala od zabudowy mieszkalnej, budowa kościoła Ducha Świętego (arch. S. Niemczyk) (il.1). Z czasem obiekt ten stał się znaczący nie tylko dla miasta, ale także w szerszym kontekście architektury polskiej, był wielokrotnie honorowany. Kościół ten, jak z reguły i inne budowany był przez wiele lat, dlatego też dopiero pod koniec lat 80. można było uzyskać w Tychach jakiś obraz obiektów sakralnych. W czasie 1982-1983 zaistniały projekty dwóch kościołów tego samego autorstwa, rzymsko-katolicki św. Maksymiliana Kolbego w osiedlu Z-Zuzanna i ewangelicko-augsburski na pograniczu osiedli A i B (arch. B. i J. Włodarczykowie) (il.2 ). Budowa kościoła w osiedlu Zuzanna trwała wprawdzie długo, przebiegała jednak harmonijnie, choć na miarę środków. Harmonijność oznacza tu przestrzeganie zgodności z projektem, rzetelność, kompleksowość i konsekwencję działań, co na owe czasy wielkiego braku środków: siły roboczej, sprzętu i materiałów było osiągnięciem nie lada. Rzadko bowiem się zdarzało, aby w naszej współczesnej architekturze zrealizowano obiekt od a do z: zewnętrze wraz z wnętrzem i zagospodarowaniem terenu, a w dodatku zgodnie z projektem. Wielka w tym zasługa proboszcza, ks. Benedykta Borkowego, wzorowego gospodarza obiektu, rozpoczynającego swą funkcję duszpasterską od budowy kościoła w tych długim kilkunastoletnim czasie. Projekt kościoła uzyskał Honorowe Wyróżnienie SARP, a w 1998 – roku oddania kościoła do użytku, nominację do Nagrody Wojewody Katowickiego. Całkiem inaczej miały się sprawy z kościołem ewangelicko – augsburskim. Tu przeliczono się niewątpliwie z możliwościami i polskie przysłowie zastaw się a postaw się w pełni się sprawdziło: realizację ukończono wiele lat temu, urządzając wnętrze, kwintesencję przecież świątyni bez projektu i konsultacji z autorem, naruszając jego prawa autorskie. Bryle świątyni obcięto cały program socjalny wraz z mieszkaniem pastora, czyli pomocnicze funkcje architektoniczne, jako też nie przykrywając wieży hełmem. Powstał więc sam kadłub świątyni i nic nie wskazuje, aby po latach wrócić do sfinalizowania budowy. Z końcem lat 80. rozpoczęto budowę kościoła św. Jadwigi w osiedlu K-Karolina (arch. M. i A. Czyżewscy) (il.3).

Lata 80. kończyły realizację miasta według niepisanej i niemyślanej przecież zasady: podziału realizacji na cztery okresy zamykające się w dziesięcioleciach: 50., 60., 70. i 80. jeszcze do tego z nakładającymi się nań z okresami życia polityczno-gospodarczego kraju. Pisałem o tym wcześniej. Lata 1980-1989 jakby przypieczętowały to jednoznacznie. Symptomatyczne i zaskakujące zda się też, że w zasadzie w te 40 lat zbudowano miasto stosownie do założonego planu. A przecież plan ten w latach 70., w tzw. międzyczasie, zmienił się w wyniku terytorialnego powiększenia miasta, w konsekwencji nowego podziału administracyjnego państwa, a także wprowadzenia w obręb Tychów Fabryki Samochodów Małolitrażowych FSM. Tychy stały się normalnie funkcjonującym, autonomicznym miastem, nie jakąś tam sypialnią, nie tendencyjnie wydumanym przez jego antagonistów miastem socjalistycznym – to określenie od samego początku przygody z nowym miastem jawiło się jako wydumane, bezsensowne. Nie ma to miasto swego centrum, jak Bóg przykazał, to fakt i plama na honorze. Wbrew różnym niepoważnym wypowiedziom dziennikarzy czy polityków, od zaistnienia planu ogólnego, we wszystkich mutacjach planów realizacyjnych, w jego kolejnych aktualizacjach centrum miasta na papierze istniało, wciąż dopracowywane i dopieszczane, jego brak spędzał sen z powiek wielu myślącym ludziom, świadomym realiów, w tym projektantom, zwłaszcza autorom projektu miasta. Faktem jest, iż żyjącemu miastu brak jest Środka. Takim środkiem była kiedyś agora, forum, rynek, do dziś w wielu miastach nowe centra mieszczą się w średniowiecznych rynkach. Ale nie zawsze tak jest; Warszawa wciąż nie ma centrum. Nie miała go stolica państwa w międzywojniu, nie miała go w socjalitaryzmie, nie ma go nadal, po 20 latach życia we własnym domu. Wciąż jest nim, zastępczo skrzyżowanie dwóch ulic: Marszałkowskiej z Jerozolimskimi, jak w Tychach: Grota-Roweckiego z aleją Niepodległości.

W miejscu projektowanego centrum, w 20 lat dostawiono kolejne trzy budynki (będzie o nich później), chwała im, zespół kin zwłaszcza bardzo był potrzebny, zamiast centrum wybudowano kilka marketów, niby w mieście, ale jakby na jego obrzeżach, potrzebnych – dla samochodowiczów, tak jak w miastach Europy z tym, że nie niezależnie od centrów, lecz mimo ich.

Tychy, fenomen w skali (przynajmniej) europejskiej jako modernistyczne miasto zrobione w XX wieku, od nowa, w 40 lat, cieszyło się i cieszy się nadal dobrą opinię w sferach profesjonalnych, częściej zagranicą niż w kraju. Najciemniej jest pod latarnią. Nie jest się prorokiem we własnym kraju. Wciąż, w różnym czasie słyszy się pochlebne opinie mieszkańców miasta, jego użytkowników. Gorzej jest już z głosami specjalistów czy dziennikarzy (niektórych), wykorzystywanych przez antagonistów miasta: tacy istnieją i mają do krytyki prawo: rzecz w tym, by nie pleść głupstw . Ostatnio pojawiły się odkrywcze relacje o odnalezionych niemieckich projektach miasta z czasów wojny, rzekomo lepszych od polskiego planu zrealizowanego miasta. W porządku: Niemcy na swoim przez wieki terenie projektują nowe miasto. OK. Ponoć lepsze od naszego. Być może. Lepsze, gdyż z dworcem kolejowym na obrzeżach miasta, a nie w jego centrum. A to już stwierdzenie bez sensu. Nie miejsce tu zresztą na komentarz, sprawa to dla rzetelnego opracowania przez historyków. Po to są.
Szkoda tylko, że sprawie nadano rozgłos: powtarzając za Gałczyńskim – by posiać zamęcik .

Miasto ma swe zalety i wady, nikt nie jest doskonały. Osobiście, jako uczestnik i świadek jego powstawania, architekt a jednocześnie jego mieszkaniec, przy tym nie-Ślązak, lecz outsider, patrzący zawsze na Miasto z boku, starałem się być obiektywny. Nie stałem się tyskim patriotą, zwłaszcza w dość powszechnym znaczeniu w kraju tego słowa, ale życzliwym okiem kibica – aktywnego. W ocenie jakiejkolwiek i czegokolwiek trzeba potrafić oddzielić emocje od racjonalnego, w miarę obiektywnego spojrzenia na sprawę. Emocje często nieweryfikowane, tłumaczone swoistą tradycją, bez jakiegokolwiek uzasadnienia logicznego, czynią zawsze wiele zła.

W 1989 roku wiele się w kraju zmieniło, coś się zakończyło, coś rozpoczęło; Gustavus obiit, natus est Conradus. Miasto zaczęło żyć nowym życiem, jakby życiem po życiu.

Spróbujmy prześledzić je w kolejnym, ostatnim rozdziale.

Wszystkie zdjęcia: Janusz A. Włodarczyk, fot. 2008

1. Kościół Ducha Św., arch. Stanisław Niemczyk, lata 70.
2. Kościół św. Maksymiliana Kolbego, arch. Bożena i Janusz A. Włodarczykowie,1983-1998
3. Kościół św. Jadwigi, arch. Maria i Andrzej Czyżewscy, lata 80.


>> RSS 2.0 feed. >> Both comments and pings are currently closed.

AddThis Social Bookmark Button

Comments are closed.