Chłopaki nie płaczą – “Billy (goat in progress)”

Chłopaki nie płaczą

Sybilla Sierotkiewicz
Billy (goat in progress), www.ariergarda.eu
reportaż ze spektaklu


Spektakl “Billy (goat in progress)” Tyskiego Ruchu Artystycznego Ariergarda zajął drugie miejsce na festiwalu teatralnym Poszukiwanie Alternatywy, zorganizowanym w dniach 28-30 listopada 2008 w Skierniewicach.

Co to znaczy być mężczyzną. Kto nim jest i kiedy się nim staje? Jak przebiega ów proces? Czy w dzisiejszym społeczeństwie potrzebne są rytuały wprowadzające w dorosłość? Te pytania postawili sobie twórcy spektaklu Billy (goat in progress), którego premiera miała miejsce 25 i 26 kwietnia 2008 w III LO w Tychach.

Jak przystało na przedstawienie o poszukiwaniu sedna męskiej tożsamości, akcję umiejscowiono na sali gimnastycznej: terenie gry i rywalizacji. Aktorzy stali się sportowcami, kreują bohaterów, którzy w przenośni i dosłownie walczą, próbując dowieść swoich racji (jest to również walka wewnętrzna). Przestrzeń koszykarskiego boiska, które staje się również bokserskim ringiem, implikuje przesłanie o walce jako próbie męskości. Współzawodnictwo jest wpisane w męską rolę, służy ciągłemu potwierdzaniu siebie i własnej wartości.

Twórcy spektaklu zadali sobie także pytanie o sens teatru. Mrugają do nas porozumiewawczo oznajmiając: nie wczuwajcie się za bardzo, to tylko iluzja, udawanie. Spokojnie, ta krew to tylko czerwona farba. Teatr to miejsce magiczne, gdzie możecie bezpiecznie dać ujście swoim emocjom. Ale nie bierzcie wszystkiego zbyt poważnie. Aktorzy raz po raz burzą iluzję sceniczną, wciągając w akcję publiczność i dorzucając na stronie : ile ich tu jest czy nie chce mi się już grać.

Przedstawienie pokazuje proces wychowania chłopca na mężczyznę, (a raczej brutalną „tresurę” która ma z niego uczynić godnego przedstawiciela męskiego rodu). Proces łamania wrażliwej chłopięcej duszy odbywa się etapami. Billy jak Różewiczowski Każdy, odbywa podróż przez kolejne kręgi wtajemniczenia. Jest nieporadnym młodzieńcem, który nie potrafi się odnaleźć w twardej rzeczywistości, gdzie normy kulturowe z góry narzucają jaki kto powinien być i jak ma się zachowywać.

Pierwszym przewodnikiem po męskim świecie jest starszy brat który wprowadza „Małego” w arkana męskiej roli, w którą wpisana jest brutalność, brak skrupułów i nasycona wulgarnością seksualność. Wrażliwość jest tu nie dopuszczalna. Jedynymi uprawnionymi emocjami są złość i gniew. Przekaz brzmi jasno: musisz być silny, albo zginiesz, w naszym klubie nie ma miejsca dla mięczaków. Bohater ląduje także w niemal stereotypowej „kuźni prawdziwych mężczyzn” czyli wojsku. I tu czekają go liczne upokorzenia. Ale czy po powrocie to cywila będzie mógł powiedzieć o sobie: teraz jestem naprawdę męski?

Stereotypowy prawdziwy mężczyzna ma być nie tylko agresywny i zdecydowany, ale o jego pozycji decyduje również status materialny i społeczny. Billy jest inny, odstaje. Ze swoim mało męskim zawodem, byle jaką pracą i „babskimi” zainteresowaniami nie pasuje do lansowanego wzorca. Tylko w samotności może przeżywać głęboko skrywane uczucia, rozmawiać z własnym wnętrzem. W twardej rzeczywistości nie ma miejsca na sentymenty, prawdziwi twardziele się przecież nie rozklejają. Dramat tłamszonej tożsamości przeradza się w tragikomedię, kiedy do bohatera wpada z wizytą dawno nie widziany kolega. Billy pomimo tego, że ukończył studia pracuje w fabryce produkującej uszczelki. Ogarnia go zwątpienie i nuda, szef na każdym kroku upokarza. Bohater wypada blado w porównaniu z dobrze ustawionym kumplem, który robi karierę w międzynarodowej korporacji. Nie umie nawet pić jak „prawdziwy facet” i krztusi się raz po raz podczas gdy jego kompan bez problemu wlewa w siebie kolejne kieliszki.

Billy ulega naturalizacji, bije się jak prawdziwy mężczyzna, „zalicza” kolejne kobiety, wyzbywa się dawnej wrażliwości. Kiedy już wydaje nam się, że bohater się przystosował, spychane dotąd uczucia powracają ze zdwojoną siłą. Nowy wizerunek okazuje się być tylko drogo opłaconą maską, fasadą która może runąć z byle powodu.

Marcin Stachoń i Michał Ostaszewski stworzyli rewelacyjny aktorski duet. Perfekcyjnie pokazali różnorodne stany emocjonalne: gniew, strach, zwątpienie, samotność. Przy pomocy ironii i groteski odsłaniali przed nami zakłamanie otaczającej rzeczywistości, mechanizmy, które czynią jednostkę niewolnikiem norm społecznych i od których bardzo trudno się wyzwolić. Nawet gdyby to było możliwe to cena może okazać się zbyt wysoka. Bardzo dobre przedstawienie. Polecam.

Sybilla Sierotkiewicz



>> RSS 2.0 feed. >> Both comments and pings are currently closed.

AddThis Social Bookmark Button

2 Responses to “Chłopaki nie płaczą – “Billy (goat in progress)””

  1. Temat może i ciekawe, ale żenujący poziom teatru. Lepiej już zostańcie przy szokujących performancach, zostawcie scenę w spokoju! a kiedyś miałem dobre zdanie o Ariergardzie.. żałość!

  2. Sybilla Sierotkiewicz Says:

    Bardzo mnie cieszy, że Ariergarda postanowiła poeksperymentować i poszukać nowych środków wyrazu. Wędrówka nową drogą stwarza nieznane wcześniej możliwości i przyczynia się do rozwoju. Wiele elementów wymaga dopracowania, ale debiut w tej formie scenicznej jest całkiem niezły, a jak mówi tytuł przedstawienia, członkowie grupy są „in progress” – w drodze, wciąż pracują nad sobą i swoim warsztatem. Czekam na kolejne, równie dobre wyniki twórczych poszukiwań.