wprowadzenie

spis
prof. Janusz A. Włodarczyk
ARCHINOTATNIK
ARCHINOTATNIK – TYCHY
wprowadzenie
Link bezpośredni: www.kocham.tychy.pl/archinotatnik

Czytelniku / internauto, tyszaninie żeński i męski (tyszanka kojarzy mi się z nazwą spółdzielni) i przyjacielu Tychów.

Na początku trzeba dokonać rzeczy wprawdzie najmniej ważnej, choć od niej zwykle w takich razach się zaczyna, czyli od CV, ale wcześniej od zwięzłego przedstawienia się w związku z naszym wspólnym działaniem: moim jako dawcy, Waszym jako biorcy. Tak wypada, jakkolwiek dopiero później będziecie mogli Państwo stwierdzić, czy to, co o sobie powiem, ma jakieś znaczenie dla sensu naszych spotkań czy nie.

Więc wpierw o sobie, ogólnie. Nazywam się Janusz A. Włodarczyk. W cyklu tematyki, jaką zaproponowano mi poprowadzić w portalu kocham.tychy, będzie, raz, o architekturze i, dwa, o Tychach, począwszy od historii powstania miasta i jego budowy, jako jedynego po II Wojnie Światowej w Polsce miasta zaprojektowanego i zrealizowanego w czasie lat trzydziestu, bardzo krótkim jak na zaistnienie miasta, od początku do ukończenia. To, co mnie upoważnia, by podjąć tę tematykę, to mój zawód i to, czym się zajmuję. Jestem architektem, profesorem i nauczycielem akademickim. Dużo piszę, w tym książki, o architekturze. Akcentem tyskim jest to, że mieszkam w Tychach blisko pół wieku (tak długo w jednym miejscu, przerażające) i że trzydzieści lat (nieomal tyle ile budowało się miasto) brałem udział w ich realizacji, zostawiając tu, wraz z moją żoną, także architektem, wiele zrealizowanych obiektów. Jako profesor i nauczyciel zaznaczyłem także, na krótko – dwa lata – swoją obecność w mieście, wykładając architekturę dla przyszłych socjologów w tyskiej szkole wyższej WSZiNS. Wszystko razem to kawał życia i tym samym mogę się uważać, niejako, za tyszanina.

Długi czas związku z jednym miastem nie przesądza jednak sprawy o moim zasiedzeniu. Przeciwnie, jestem dość ruchliwy, o czym świadczy mój życiorys. Urodzony w Warszawie i tam pierwsze lat dwadzieścia, czyli wraz z ukończeniem szkoły średniej, potem sześć lat studiów na Wydziale Architektury w Krakowie, a następnie Tychy i budowa miasta. Jednak trzydzieści lat pracy w jednym i tym samym biurze projektowym też o zakorzenieniu jeszcze nie stanowi. Kolejne lat trzydzieści, z przesunięciem czasowym, mieszkam przez znaczną część roku, z rodziną, na zboczu góry Prusów w Beskidach, tam też związek emocjonalny jest relatywnie najsilniejszy, a od lat dwudziestu do dziś dojeżdżam na Politechnikę do Białegostoku. I aby ten wątek zakończyć dodam jeszcze, iż obok związków z różnymi miejscami, od dawna wiążę się z różnymi uczelniami, tak w dydaktyce, jak w innych aktywnościach ( recenzje, doktoraty, warsztaty studenckie). Jednak, jakkolwiek lubię zmianę i nie wiązanie się na stałe w przypadku zatrudnienia, uważając się za outsidera, jestem stały w sprawach merytorycznych: ideach, wyborach ważnych dla kształtowania osobowości, w kontaktach z ludźmi (też i z tą samą żoną, niezmiennie).Żyję w małżeństwie, blisko z dziećmi i wnukami (żeńskimi). Żyję też, na co dzień, muzyką, literaturą, fotografią i filmem. I tyle byłoby o sobie, na razie wystarczy.

Teraz o mieście, też ogólnie; do rozmaitych jego problemów będziemy sukcesywnie wracać. Do tego, co już na wstępie zostało powiedziane o wyjątkowości miasta jako jedynego, jakie powstało po wojnie, warto wspomnieć o powstaniu innego miasta polskiego, Gdyni, zaistniałej zaledwie ćwierćwiecze wcześniej, w latach 1921-1939, której budowę zaczęto tuż po odzyskaniu przez nasz kraj niepodległości, po okresie trwającym 123 lata politycznego niebytu. Nie sposób nie powiedzieć o równolegle powstającym wraz z Nowymi Tychami (początkowo tak miasto nazywano), miastem Nowa Huta; ze względów politycznych jej powstanie było bardziej nawet niż Tychy akcentowane przez ówczesny reżym, z czasem jednak Kraków wciągnął ten zaczątek miasta w swą orbitę i stało się ono Krakowa dzielnicą. Na porównania tych trzech organizmów przyjdzie może czas później, na razie tyle, dla porządku.

Tak czy inaczej są Tychy fenomenem, na tle tych czasów, w kontekście przestrzennym, politycznym, społecznym, kulturowym, technicznym. Warto przypomnieć, a przeważającej części internautów na tyle młodych, że wręcz – powiedzieć, iż miasto powstawało w apogeum totalitaryzmu w Polsce, nazywanego stalinizmem (1949-1955). Upolitycznienie zamierzenia było szczególnie silne. Później było już różnie, jednak nieco już swobodniej. Decyzję o budowie miasta rząd podjął w roku 1950, w roku następnym uchwalono plan regionalny, co dało podstawę do wszczęcia prac przygotowawczych, zorganizowania konkursu na plan ogólny miasta i w konsekwencji przystąpiono do jego realizacji. Z czterech prac konkursowych wyłoniono projekt do realizacji, a jego autorowi przypadła funkcja głównego projektanta miasta, w osobach architektów Hanny Adamczewskiej-Wejchert i Kazimierza Wejcherta, profesorów Politechniki Warszawskiej.

Wybór lokalizacji miasta, w oparciu o dziesięciotysięczne miasteczko Tychy znane z dwóch browarów, usytuowane w odległości 17 km na południe od Katowic, w krajobrazie w miarę naturalnym, niezdewastowanym, jak na Górnośląski Okręg Przemysłowy (GOP), w sąsiedztwie lasów ciągnących się w kierunku południowym do Kobióra i dalej do Pszczyny, uznano jako bardzo korzystny, tak jest i dziś. W ramach planu, w jego południowej części znalazło się zalesione jezioro Paprocany oraz w północnej zespół stawów, także w terenie leśnym. Ten układ wodny stał się podstawą zielonej osi miasta o charakterze wypoczynkowym, w układzie północ-południe. Drugą oś, wschód-zachód stworzyła projektowana perspektywicznie do Oświęcimia i w obrębie nowego miasta częściowo zrealizowana linia kolejowa, biegnąca w wykopie, podłączona do linii Katowice-Żywiec i dalej. W oparciu na skrzyżowaniu osi zaprojektowano śródmieście wielkości 1 km x 1 km, z centrum nad wykopem i dworcem Tychy-Miasto; oba te zamierzenia realizacji się nie doczekały. Wokół kwadratu śródmiejskiego powstały osiedla mieszkaniowe, projektowano je z zasady jako w miarę autonomiczne, z małymi centrami usługowymi. Wykop podzielił miasto na dwie części: północną, wcześniejszą, zrealizowaną do połowy lat 60. i południową, późniejszą.

Tak się złożyło, iż zgodnie z założonym planem budowę miasta, obliczonego na ok. 130.000 ludzi, o zamierzonym kształcie przestrzennym, ukończono około roku 1989, co oznaczało zbieżność dat z przeobrażeniami ustrojowymi kraju. Od tego czasu miasto zaczęło żyć własnym życiem, jak każde miasto, powiększając się i rozbudowując w miarę potrzeb i możliwości.

* * *

Mamy więc krótki tekst o mnie i wstępną relację o mieście. O nim będę z czasem temat rozwijał wprowadzając Cię, Czytelniku w różne aspekty związane z jego powstawaniem, przede wszystkim w jego warstwie przestrzennej, architektonicznej, ale nie tylko. Miasto to nie tylko architektura, to ludzie, będzie więc i o ludziach Teksty moje będą subiektywne, osobiście postrzegane, zresztą, cóż to jest obiektywizm? Z pewnością daty i fakty, choć interpretacja faktów bywa różna. Relacja o mieście to wiedza moja i moje doświadczenia, obiektywne być nie mogą.

Taki też charakter będą miały moje rozważania o architekturze. Będę próbował przybliżyć Państwu dziedzinę, na temat której wiedza społeczeństwa jest ograniczona, jeśli nie znikoma. Zamieszanie pojęciowe jest wielkie, informacja słaba. W szkole nas o niej nie uczą, co najwyżej dowiadujemy się, że jest coś takiego jak Piramidy egipskie czy grecki Akropol, no, oczywiście Wawel i Rynek z Sukiennicami i kościołem Mariackim w Krakowie. Z gazet czasem się dowiemy o jakimś architektonicznym hicie, niewiele więcej. TV i Polskie Radio też nas nie rozpieszczają, nawet w ambitnym programie II PR jest muzyka, jest bardzo dużo o malarstwie, o architekturze – zero. Książek o architekturze, poważnej literatury specjalistycznej, wyjąwszy hermetyczne publikacje uczelniane oraz albumy z obrazkami tak jakby nie było – relatywnie, w stosunku do rynków wydawniczych krajów Zachodu. Mało kto kojarzy i rozumie, że architektura to cała otaczająca nas przestrzeń, którą człowiek stworzył. To dużo i warto coś o tym wiedzieć, skoro w architekturze i z architekturą na co dzień żyjemy.